Wybory Zofii

Wszyscy o wyborach… nie mam wyjścia, też muszę. A więc po pierwsze ja głosuję, moja znajoma rencistka Zofia nie. W latach osiemdziesiątych ówczesna opozycja powiedziała jej, że wybory nie są demokratyczne, jej głos się nie liczy, bo i tak wszystko ustala partia. Rencistka zakodowała te słowa we krwi, psychice i na wybory nie chodzi. Dziś dodaje, że każde wybory są sfałszowane. Parę lat temu zgłosiłam ją do pracy w komisji wyborczej, żeby uwierzyła w niefałszowanie. Była w komisji, liczyła głosy, ale i tak wybory, według niej, zostały sfałszowane, bo kilka razy wychodziła do toalety. Co wtedy robili inni członkowie komisji – nie wiedziała. Na pewno fałszowali. Uświadamianie Zofii, że czasy się zmieniły i można głosować na opozycję, by stała się przewodnią siłą narodu, przypomina rozbijanie muru. Zofia jest twarda niczym beton, z którego zbudowano Wilczy Szaniec w Kętrzynie.

Jako świadoma obywatelka postanowiłam po raz kolejny przekonać Zofię do uczestnictwa w głosowaniu na władzę. Zaproponowałam spacer. Zofia chodzenia dla samego chodzenia nie uznaje. Obiecałam zatem, że po drodze sprawdzimy, o której przyjmuje dentysta, czy przyjmuje „na fundusz”, czy tylko prywatnie, bo rencistkę zaczął boleć ząb. 

Problem wyboru pojawił się już po wyjściu na ulicę. Zofia minęła „zebry” przy rondzie i postanowiła ulicę przejść w miejscu nieoznakowanym, dokładnie pośrodku między pasami dla pieszych. Dlaczego? No, bo tu przechodziła przez blisko czterdzieści lat i nadal będzie przechodziła.

Rzeczywiście, rondo jest w tym miejscu dopiero od jakiś piętnastu lat.

Poza tym przejście oznakowane jest w złym miejscu. Dlaczego? Przecież wszystko zgodnie z obowiązującymi przepisami… Bo Zofii nie odpowiada, powinno być tam, gdzie wcześniej przechodziła. Jej głos w sprawie lokalizacji przejścia dla pieszych nie został wzięty pod uwagę. „A komu zgłaszałaś postulat namalowania zebry tutaj, a nie tam”? – zapytałam próbując powstrzymać Zofię od wkroczenia na jezdnię.   Oczywiście, że nikomu. Nikt i tak nie posłucha. „Oni” nigdy nie słuchają i robią, co chcą.

Na znak protestu rencistka, poruszająca się przy pomocy kuli, powolnym krokiem weszła na jezdnię. Do pokonania miała w sumie cztery pasy drogowe, dwa w jedną stronę, dwa w drugą. Wróciłam do ronda, wstrzymałam oddech. Na szczęście ruch był niewielki, kierowcy nie-piraci i zatrzymywali się przez kroczącą przez jezdnię Zofią. Jeden zatrąbił, drugi posłał siarczystą wiązankę. Ja rozpoczęłam modlitwę. Myślałam, że koleżanka zatrzyma się na pasie zieleni, oddzielającej kierunki jazdy. Nic z tego. Poszła dalej, zatrzymując się dwa razy po drodze. Znowu kilka klaksonów i parę k….

pol_wypadek_znak_640

Spotkałyśmy się po drugiej stronie. Zofia oczywiście odpowiednio oceniła kierowców, którym pakowała się pod koła „Chamstwo, brak wychowania i szacunku dla starszych!”. Głośno zaprotestowałam, próbując uświadomić koleżance, że to ona znajdowała się w miejscu przeznaczonym dla aut i kierowcy mieli prawo trąbić i kląć. „A dlaczego nie zatrzymałaś się na trawniku?” Bo nie lubi stać pomiędzy jadącymi samochodami. „To lepiej pakować się im pod koła, no nie!” Pod jakie koła, pod jakie koła, a zresztą niech kierowcy uważają na pieszych. A po co w ogóle te cztery pasy, kiedyś były w tym miejscu dwa i było dobrze. „Teraz większy ruch, więcej aut”. No tak, teraz tylko auta i auta, na jezdni auta, przed kamienicą auta, na parkingach auta, same auta, pieszy już się nie liczy.

Przemilczałam. Doszłyśmy do gabinetu dentysty. Był zamknięty. Oczywiście, że ten fakt rencistkę zdenerwował. Bo kiedyś to dentysta był cały czas otwarty. „Kiedy tak było?”. Dawno. „Ale ten dentysta przyjmuje tu dopiero od roku…”. Zofia pomyślała. „Powinien być cały czas, nie chce mu się pracować”. Zaproponowałam, aby poszukać w okolicy innego dentystę. Będę miała więcej czasu na przekonanie Zofii do głosowania.

I to był mój błąd. Następny dentysta przyjmował w centrum dzielnicy, gdzie znajdowało się duże skrzyżowanie ze światłami. Zofia postanowiła nie czekać na zielone, bo za długo było czerwone. Wpakowała się zatem na jezdnię na czerwonym. Tym razem oberwało się i mnie. Ludzie widzieli, że szłyśmy razem. Policja, gdzie jest policja! Może jak raz Zofia dostanie mandat, to nauczy się odpowiedniego poruszania po ulicach. Policji nie było. Dentysta był, wyznaczył termin wizyty. Ruszyłyśmy w drogę powrotną. Zapomniałam o wyborach prezydenckich, myślałam tylko o tym, żeby cenne własne życie zachować, bo Zofia stwierdziła, że jej na życiu nie zależy.

w srodku miasta

Wieczorem opowiedziałam synowi o sposobie poruszania się rencistki po ulicach naszego miasta. Przyznał, że to nie młodzież rozmawiająca przez „komórki”, a właśnie starsi ludzie najczęściej przechodzą jezdnię w niedozwolonym miejscu. Dlaczego? No właśnie, dlaczego dokonują takiego wyboru?

foto – Centrum Wałbrzycha – Plac Grunwaldzki

moja twórczość literacka na www.czarownice.kosz.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.