Są jeszcze takie szkoły….

children

Pracuję. W szkole. Wszak emerytowany belfer ze mnie. Było tak:

W miasteczku poniżej 4 tysięcy mieszkańców najpierw poważny wypadek miała jedna polonistka. Jej etat podzielono pomiędzy dwie pozostałe, bo marne szanse, by przed końcem roku szkolnego wróciła do pracy. Ale to nie koniec nieszczęść przypadających na jedno gimnazjum typu wiejskiego. W listopadzie ciężka choroba dopadła drugą panią od polskiego. Pozostała nie była w stanie uczyć całej szkoły…. Wezwano mnie na ratunek.

I tak na starość dojeżdżam do pracy dwadzieścia kilometrów. Różnie dojeżdżam. Rano zawsze prywatnym autem pani też dojeżdżającej. Droga powrotna bywa różna. Czasami ktoś jedzie w moim kierunku, raz w tygodniu pasuje mi autobus, ale z reguły czekam na panią z autem. Mam półtora etatu, czyli całkiem niezłe pieniądze. A do tego coś, czego na starość się nie spodziewałam.

Pracuję w normalnej szkole. W gimnazjum. Tak, kochani, gimnazjum może być normalne. I tak na serio to tego właśnie gimnazjum mi żal, że już go nie będzie, że część nauczycieli straci pracę, że nowa szkoła wraz z nową halą sportową już nie posłuży uczniom rok dłużej…. bo to normalna szkoła…

Liczy sobie 150 uczniów. Klasy niewielkie, największa – 19 uczniów. Podczas klasówek każdy siedzi osobno. Nie ma mowy o ściąganiu. Uczniowie dojeżdżają z okolicznych wiosek. Niektórzy są w budynku już o 7.15. Na pierwszej lekcji nawet I A, wulkan energii, jest spokojna. Potem też większych kłopotów z zachowaniem nie ma.

Pewnego dnia jeden z uczniów tak energicznie otworzył drzwi klasy, że uszkodził zamek wraz z futryną. Natychmiast udał się do pana konserwatora po odpowiedni sprzęt i zaczął samodzielnie naprawiać. Robił to całkiem fachowo, jakby kilka takich usterek już w życiu wykonał. Kiedy prawie wszystko zostało zrobione, nastąpił odbiór techniczny, czyli nadszedł pan, obejrzał, powiedział, co jeszcze należy zrobić. Chłopak zaklinał się na wszystkie świętości, że jutro wykona resztę prac, byle by tylko nie mówić nic …. rodzicom.

Kochani, wyobrazcie sobie, że w tej szkole rodzice, nauczyciele i pozostali pracownicy mają coś, co nazywa się autorytet. Jak nauczyciel mówi, że na lekcji nie wolno używać telefonu komórkowego, to uczeń po prostu nie używa. Jeśli uczeń narozrabia, jak na nastolatka przystało, największą kara jest telefon do matki.

Oczywiście, że są wyjątki, ale klasycznie według przysłowia – potwierdzają regułę.

W szkole są smaczne obiady, z których też korzystam. Biblioteka szkolna wyposażona bardzo bogato. Niejedna tzw. publiczna może jej pozazdrościć księgozbioru. Obok klasyki – masa nowości. Nauczyciele też wypożyczają i nie są w większości „pomoce dydaktyczne”. O hali sportowej już wspomniałam. Podczas lekcji specjalnymi zasłonami podzielona jest na cztery części. Korzystają z niej również uczniowie szkoły podstawowej. Jest ona bowiem „łącznikiem” między dwioma bydynkami.

Lekcje trwają tu od 8.00 do 14.30. Ze względu na dojazdy większości uczniów brak co prawda tradycyjnych zajęć pozalekcyjnych, ale za to jak coś się w szkole dzieje, to się dzieje!

Na dyskotekę przyjeżdża DJ z miasta wojewódzkiego, a rodzice we wsiach organizują się, by pociechy do szkoły dostarczyć i potem odebrać. Kiedy pojawiają się artyści, muzycy klasyczni, poeci, ba – raperzy, młodzież słucha ich uważnie i żaden nadzór nie jest potrzebny, by zwracać uwagę na niewłaściwe zachowanie.

Gimnazjum, w którym obecnie pracuję, zaprzecza całkowicie obiegowej opinii na temat tego typu szkół.

I dlatego mi żal, że już niedługo go nie będzie….

4 Komentarze

  1. Jakby to…lejesz miód na moje serce. Bo takich szkół jest naprawdę wiele… i takich cudownych ludzi, którym się chce, i dzieciaków, które sobie świetnie radzą. Powodzenia w pracy, i jaka okropna szkoda, że ta szkoła zniknie.

  2. Cóż, zawsze będą różne szkoły…. obojętnie czy gimnazja czy ośmioklasówki… stracą na pewno mniejsze miejscowości, w których gimnazjum było przysłowiowym oczkiem w głowie miejscowych władz. Te szkoły z reguły są doinwestowane, często nowowybudowane, uczą w nich miejscowi nauczyciele…. część z nich straci pracę. Będą musieli jej szukać poza miejscem zamieszkania. Po ukończeniu podstawówki młodzież będzie musiałą dojeżdżać do szkół średnich o rok dłużej….
    Losu ludzi z małych miasteczek reforma chyba nie uwzględniła….

  3. Szczerze,z całego serca zazdroszczę.
    To brzmiało jakby wspomnienia z moich lat szkolnych-nauczyciel z autorytetem,woźna której każdy słuchał.
    Moje dziecko chodzi do podstawówki-obiady nie za dobre,syn często się skarży że mało smaczne,niedobre.
    Podejście nauczycieli i dyrektorki-wszystko wyciszać,udawać że nic się nie dzieje (jak dziecko zostanie skopane czy pobite przez „kolegę” to p.dyrektor kończy sprawę stwierdzeniem,że „pewnie sam zaczepiał „).
    Był w szkole pewien incydent z udziałem czynnym 2 dziewczynek i biernym 1-ej.Agresorki nie otrzymały nawet uwagi nie wspominając o obniżeniu zachowania.Wychowawczyni podsumowała sprawę” no tak głupio się bawiły”.
    Biblioteka to obraz nędzy i rozpaczy.Całe szczęście,że ja jestem zapisana do super miejskiej i mamy tam cudowną panią,która potrafi podsunąć książki wciągające.Nie spodziewałam się tego po 11-latku,ale od przerwy świątecznej do minionej niedzieli moje dziecko przeczytało całego „Władcę pierścieni” oraz „Hobbita”. Pełny szacunek bo ja przegryzłam Tolkiena grubo po dwudziestce.

    Szkoła.Chciałabym żeby moje dzieci chodziły do takiej jak ja.Chciałabym żeby nauczyciel mógł coś ,jeśli rozumiesz o co mi chodzi.

    • Szkoła, w której obecnie pracuję, znajduje się w niewielkiej miejscowości. Może to właśnie sprawia, że jest w niej normalnie… Wszyscy się znają, wszyscy wiedzą o sobie wsdzystko… i jak widać, jest całkiem…. normalnie… tak jak być powinno…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.