Wiara czy przyzwyczajenie?

d944d06b1a7ceadbecf0b08f725696c1

Temat trudny. Złożony. Kontrowersyjny. Ale może czas go poruszyć…

Oto umiera ktoś znany, taki na przykład ksiądz, który przez wiele lat dawał się mocno we znaki swym barankom. Baranki były grzeczne, posłuszne i w obawie przed wykrzyczeniem ich nazwisk z ambony, dawały na tacę, nie sprzeciwiały się. Uznawały, że władza proboszcza z samej góry pochodzi i zgodnie z założeniami religii trzeba ją szanować. Po cichu każdy mówił co innego. Większość miała pretensje. Część potępiała. Ale nikt nie odważył się sprzeciwić. Strach. Nie ma to nic wspólnego z szacunkiem.

Ludzie mają prawo tak myśleć i postępować. Wolny kraj.

Tak więc nowa plebania została wybudowana, nowy kościół też. Wszystko to oczywiście zasługa nikogo innego, tylko owego księdza.

Wierni wiernie w to wierzą, zapominając, że nowe budynki zostały wybudowane za ich pieniądze.

Kiedy kapłan umiera również podkreśla się jego zasługi w budowaniu miejsc kultu. I przede wszystkim jego. Zmarły staje się zasłużony dla całego regionu. Jego postawa staje się godna naśladowania. O forsie ściąganej z parafian już nikt nie pamięta.

Rodzina od dawna nie chodzi do kościoła. Dziadek stał się ateistą, babcia kilka lat temu pozbyła się różańca i dostaje drgawek na hasło „Radio Maryja”. Córka jak córka. Zięć jak zięć. Ślub kościelny wzięli, oczywiście. Bo jest uroczysty. Ładny. Kościół kwiatkami przybrany. I dużo światła. I taka magia. I panna młoda mogła się pięknie ubrać. Do cywilnego to nie wypada w długiej białej sukni i z wiankiem na głowie. O ślubie i małżeństwie jako o sakramencie pewnie nie mieli pojęcia.

Na kilka lat zapomnieli o kościele.

Urodziło im się dziecko. Oczywiście, że będzie chrzest. Tak wypada. Tak trzeba. W środowisku wszyscy chrzczą. A do tego kolejna rodzinne impreza! Aha, ksiądz każe iść do spowiedzi… Spoko, w porzo. Mama i tata pogadają sobie przez kratę z kapłanem. Wyznanie grzechów? Jakich grzechów? To tylko formalność. Jest więc chrzest, jest impreza, są prezenty. Wszyscy są happy. Łącznie z parafią, bo chrzest został opłacony i forsa wpłynęła na konta… nie, nie na konto… do kieszeni księdza.

W której parafii wpłaca się opłatę za sakramenty na konto? Chyba zapytam o to na facebooku…

Dziecko w naszej rodzinie rośnie. Niedługo pójdzie do przedszkola. A tam – zajęcia z religii. Młoda mama w internecie odszukuje kilka modlitw i przygotowuje maleństwo do przedszkola. Uczy na pamięć tekstów religijnych. Oczywiście mogłaby nie posyłać dziecięcia na owe zajęcia, ale wówczas będzie problem. Pani wychowawczyni zamiast mieć „wolne”, bo zajęcia religijne prowadzi odpowiednio do tego przygotowana osoba, będzie musiała zająć się ateistycznym dzieckiem. Po co pani życie utrudniać? Po co ma krzywo patrzeć na całą rodzinę? A tak w ogóle dlaczego dziecko ma być inne niż wszyscy?

Księdza po kolędzie też trzeba przyjąć. Dla dziecka. Dawno go w tym domu nie była, trzeba zatem pilnować, żeby, tradycyjnie jak co roku, nie ominął drzwi. Dziadek ateista i babcia bez różańca nie wiedzą – śmiać się czy płakać?

Z wychowywania dziecka w duchu religii najbardziej zadowolony jest ojciec. Nie musi tłumaczyć maleństwu dlaczego nie wolno robić tego czy tamtego. Wystarczy, że oznajmi: „Bozia nie pozwala” i koniec dyskusji. Zanim dziecko zrozumie, o co tak naprawdę chodzi, rodzice będą mieli kilka lat spokoju.

Parę lat temu mój znajomy opowiedział historię pewnego ślubu. Otóż niewierzący postanowił wziąć ślub kościelny z wierzącą i praktykującą. To oczywiście jest możliwe i dozwolone. Siła miłości jest tak wielka, że nigdy nie wiadomo, kto kiedy kogo przekona. Kościół nieustannie wierzy, że wierzący da radę niewierzącemu. Młodzi stanęli przed ołtarzem. Wszystko odbywało się zgodnie z protokołem. Doszło do momentu komunii świętej. Kapłan podszedł z opłatkiem do młodych. Panna przyjęła, a pan po cichu przypomniał, że nie wierzy. Wiedział, iż dla wierzących komunia jest wielkim symbolem. Chciał wiarę uszanować i nie przyjmować tego, co mu się nie należy. Przecież to profanacja, żeby ateista przyjmował komunię świętą… Usłyszał od księdza: „ Bierz, bo ludzie patrzą”. I wziął.

Bycie człowiekiem praktykującym niewiarę jest bardzo trudne.

7 Komentarze

  1. Ochrzczona,skomunikowona,bierzmowana.
    Ale jakoś po drodze nasze drogi się mocno rozminęły.
    Za dużo mi się nie podoba,nie zgadza,jest wbrew.
    Mam mózg,ośmielam się go używać,nie idę jak jagnię pod nóż tylko dlatego że ktoś mi każe.A tam tak niestety jest-nie pytaj,nie miej wątpliwości tylko wierz w to co gadają.
    Syna ochrzciłam,posłałam do Komunii bo dałam się zawrzeszczeć,że „tak trzeba”,” co ludzie powiedzą”.
    Zrozumiałam swój błąd raz kiedy na religii dzieci usłyszały od pani katechetki,że NIE MA NIC WAŻNIEJSZEGO NIŻ WIARA I MODLITWA.Że (wiem ,że się od tego nie zaczyna ale wybacz) zamiast marnować czas z rodzicami na łażenie po parku powinni siedzieć na mszy.
    Nie darmo się mówi „nadgorliwość gorsza od faszyzmu”.
    Drugi raz kiedy dzieć zaczął pytać” to jak to jest-katechetka gada że Bóg wszystkich kocha,wybacza a są wojny i giną malutkie dzieci”.Właśnie-jak to jest? To kocha i wybacza czy jest pamiętliwy i mściwy?
    Wypisałam dziecko z religii.Usłyszałam że jestem bezbożnicą.Stwierdziłam,że lepiej być bezbożnicą w zgodzie z własnym sumieniem niż zakłamanym katolikiem.
    Córki do tegoż przybytku nie zaprowadziłam.
    Bedzie pełnoletnia-sama zadecyduje.

  2. A przy okazji.
    Kiedy stwierdziłam,że córki nie będę chrzciła usłyszałam „argument”–<>.
    Więc na tym to polega? Chrzest,Komunia? Bo będą fajne prezenty??
    To ja nie chcę tym bardziej.

  3. Właśnie zauważyłam,że „argumentu” nie widać-nie wiem dlaczego :D
    „Argument” był taki-” A co Ci szkodzi ochrzcić? Chwile to trwa a dziecko fajne prezenty dostanie”.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.