Nauczanie historii

SONY DSC

foto: Biedny lud komunistyczny na meczu piłki nożnej w Wałbrzychu w latach 60-tych 

Ostatnio moją uwagę przykuwały wypowiedzi o czasach mego dzieciństwa i młodości czy PRL-u… Bo dziwne jakieś takie były…

Oto czytam jak to po ogłoszeniu stanu wojennego – 1981 – rolnicy, zwani czasami chłopami, woleli rozdawać swoje świnie rodzinie, zamiast dostarczać je do skupu świń, bo te ze skupu szły na rzeź w imię komuny.

Cóż, słowa te pisał młody chłopak, który poznaje historię z tzw. tekstów źródłowych. I w pewnym sensie ma rację…

Zapewne trafił na pismo, które w owym 1981 lub 82 roku moja rodzina samodzielnie napisała. Rzeczywiście, w piśmie tym była prośba o pozwolenia na zarżnięcie jednego świniaka w gospodarstwie rolnika X i nieodpłatne przekazanie owej zarżniętej świni bratu rolnika X, zamieszkałemu w mieście Y. Takie zezwolenie było niezbędne, gdyż wieprzowinę trzeba było przewieźć przez granicę gmin i powiatów. A na rogatkach wówczas stało wojsko i sprawdzało. Gdy człek miał odpowiednie papiery, problemu nie było. I tak świnia przekroczyła granice, dotarła do miasta, gdzie została podzielona na cztery części i dostarczona do czterech rodzin, które słono za nią zapłaciły. Kont bankowych wówczas w powszechnym użyciu nie było, pieniądze wędrowały z ręki do ręki.

Cóż, moja rodzina sfałszowała historię… I teraz mam za swoje… Współczesne pokolenie uczy się na podstawie owego dokumentu, że chłopi świnie za darmo oddawał…

Z przyjemnością oglądam program „Twoja twarz brzmi znajomo”. Czasami rozbawiają mnie panowie prowadzący, zwłaszcza kiedy w swych wypowiedziach nawiązują do czasów PRL-u, bo sporo prezentowanych w programie polskich piosenek właśnie wtedy powstało.

Kiedyś ktoś śpiewał przebój grupy Bajm „Józek nie daruję ci tej nocy”. Z wypowiedzi prowadzącego dowiedziałam się, że ten, przepojony seksem tekst, wcale o seksie nie jest. Nawiązuje on bezpośrednio do wprowadzenia stanu wojennego przez Wojciecha Jaruzelskiego i w domyśle brzmi „Wojtek, nie daruję ci tej nocy”.

Zatkało mnie wówczas. Oto bowiem ów Wojtek rozgrzewał ciało, śpiewająca miała bzika na jego punkcie i prosiła, by z nią grzeszył. Siedem razy grzeszył. Przyjemny był ten stan wojenny, no nie? Równocześnie przypomniałam sobie czasy, w których piosenka powstała, wszak wówczas już solidnie grzeszyłam w wiadomy sposób. Nikt z moich znajomych nie utożsamiał piosenki z polityką! Dla nas wszystkich była utworem tak bardzo nieprzyzwoitym, że aż doskonałym w swej nieprzyzwoistości!

A teraz proszę, po latach dowiaduję się, że to piosenka o polityce.

Kolejny przykład z tego programu – „ W domach z betonu nie ma wolnej miłości”, czyli Martyna Jakubowicz rok 1983. Oczywiście wprowadzenie do piosenki – prowadzący rozwodzi się nad mrocznym rokiem powstania utworu, jak to wówczas tragicznie było …

Wracam do wspomnień… studia zaoczne, III rok, praca w szkole we wsi daleko od szosy, wielka miłość zakończona małżeństwem… ani głodu, ani poniewierki, ani mroku, underworldu, znaczy się Lykanów i Wampirów, jeszcze nie było… no dobrze, przyznaję się. Małżeństwo się nie udało, ale chyba nie przez ten rok 1983… Słońce jeszcze wówczas świeciło…

A potem radośnie odzywa się drugi prowadzący i jest happy! Dziś nie ma już problemu z wolną miłością, którą podsłuchiwał sąsiad w domu z betonu! Hola, stop! Domy z betonu stoją nadal. Ludzie się w nich już nie pie.. znaczy się nie kochają w sensie fizycznym? Sąsiedzi nadal mają możliwość podsłuchiwania.

A wolna miłość? Ludzie kochani, co za niewiedza ze strony prowadzącego! Stosunki tylko w małżeństwie. Kto to słyszał, żeby wolno było każdemu z każdym? Ludzie teraz odmawiają różaniec, a nie stosunkują poza związkiem zatwierdzonym przez proboszcza.

I końcówka. Ostatnio pracując z młodzieżą dowiedziałam się, że w latach, na które przypada moje dzieciństwo i młodość, była partyzancka wojna z „ruskimi”, w sklepie sprzedawano jedynie ocet, a ludzie żyli w totalnej biedzie. Wszystko było pozamykane i kościoły, i kina, i stadiony, i restauracje, i szkoły wyższe… Kiedy zapytałam, czy pozwalano mówić wówczas po polsku, zdania młodych ludzi były podzielone. Jedni twierdzili, że tak. Inni, że nie…

Trudno było przekonać młodych, że jednak w latach 1945 – 1989 coś się działo. Wajda kręcił filmy, Szymborska pisała wiersze, a ludzie z głodu jakoś nie umierali, wprost przeciwnie – rodziło się ich znacznie więcej niż obecnie.

Opowiedziałam o młodych koleżance, która w latach osiemdziesiątych walczyła o wolność i demokrację. Załamała ręce. Uśmiechnęłam się i przypomniałam, jak sama po 1989 roku „zmieniała” historię z tej fałszywej na prawdziwą, jak negowała praktycznie wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Fabryki były złe. Kino było złe. Wyższe uczelnie też były złe. Wszyscy byli ubekami, esbekami, komuchami.

Oj, nie tak wyglądało moje dzieciństwo….  

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.