Faryzeusze

pierwsza-komunia_350882

Kiedy w mojej szkole powstały klasy integracyjne, byłam jedna z pierwszych osób, które ukończyły „podyplomówkę” uprawniająca do pracy z dziećmi o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Bardzo szybko przekonałam się, że był to jeden z najlepszych kroków w moim zawodowym życiu.

Rozmawiałam z rodzicami swych uczniów. Musieli pokonywać wiele barier, nie tylko architektonicznych. O tych drugich przekonałam się na własnej skórze. Kiedyś jedna ze znajomych powiedziała: „ I po tyle się uczyłaś, żeby przygłupów uczyć?” Cóż, przygłupów uczyć może tylko mądry człowiek.

W każdym razie ostatnie lata pracy zawodowej, poświęcone głównie na zajęciach z dziećmi „integracyjnymi”, wspominam bardzo dobrze. Minęło osiem lat, myślałam, że społeczeństwo już dorosło do obecności wokół siebie osób „innych”. Zaskoczenie przyszło z zupełnie niespodziewanej strony. Zacznę od początku…

Kolejne rządy w naszej Ojczyźnie walczą albo z przeciwnikami, albo ze zwolennikami aborcji. Obecny robi wszystko, aby każde poczęte dziecko zostało urodzone. Likwidacja swobodnej sprzedaży pigułki „dzień po”, zaostrzenie ustawy aborcyjnej, wypłata świadczeń pieniężnych kobietom rodzącym chore dzieci, program 500+…. wszystko po to, by rodzić, rodzić, rodzić. Bardzo dzielnie asystuje przy tym Kościół Katolicki. Namawia, popiera, potępia tych, co nie popierają. Jest bardzo aktywny w dziedzinie prokreacji. W sumie się nie dziwię. Muzułmanie mają po kilka żon, gdyż ich podstawowym zadaniem jest przysporzenie Allahowi jak największej ilości wiernych. Dlaczego więc Kościół Katolicki ma nie robić tego samego? Czepiam się Kościoła? Oj, czepiam. Bo właśnie ten Kościół przeraźliwie mnie zaskoczył. A właściwie jedna parafia….

Taka niewielka, praktycznie gminna, bo siedzibę ma w maleńkim miasteczku. Pośrodku niego skwer zwany parkiem, po bokach kamieniczki i centrum – kościół. Bardzo ładny zresztą. W miasteczku rządzi burmistrz wraz z proboszczem. Jak za starych czasów: władza świecka i czynnik odpowiedzialny za ideologię. Wszyscy się z każdą władzą liczą, szanują i boją się. Jeśli ludziom jest z tym dobrze, to niech sobie żyją. W końcu ich gmina, ich urzędy, ich samorządy. Nie wtrącam się. Ale…

Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o przedziwnych poglądach księdza proboszcza, z którymi nawet moje tolerancyjne serce pogodzić się nie może.

Otóż w tym bogobojnym miasteczku, w którym nie wolno nie chodzić do kościoła, ksiądz proboszcz nie udziela sakramentu Pierwszej Komunii Świętej dzieciom upośledzonym w stopniu umiarkowanym, głębokim, czyli takimi, które są niezdolne do samodzielnej egzystencji. Rodzicom wyjaśnia, że dzieci te zupełnie nie rozumieją o co chodzi w tej komunii i nie mogą jej przyjąć. Jak zrozumieją, to będą mogły przystąpić.

No i w tej chwili nóż mi się w kieszeni sam otworzył.

Szanowny księże proboszczu, takie dzieci mają uszkodzony mózg, który jak wiadomo nie podlega transplantacji, ani się nie regeneruje! Dzieciaki nigdy nie dorosną, nigdy nie zrozumieją tego świata. Czyżby kapłan z XXI wieku nie posiadał podstawowej wiedzy na podstawowe tematy? Jak w dobie walki przeciwko aborcji, pigułkom, środkom antykoncepcyjnym, w czasach płacenia za urodzenie chorego dziecka, można jawnie je dyskryminować?

Czy ksiądz nie wie, że owe dzieci bardzo często rozumieją wszystko, co się wokół dzieje, nie potrafią jedynie przekazać światu swych uczuć, emocji, słów?

Czy ksiądz wie jak czuje się głęboko wierzący rodzic, którego dziecko nie może przystąpić do sakramentów, bo… według proboszcza jest na to po prostu za głupie?

Czy ksiądz zna słowa Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Bez komentarza…..

Ale jest pozytywne zakończenie tej historii. W oddalonym od naszego miasteczka nieco większym mieście znajduje się parafia, która przygarnia wszystkich. Raz w miesiącu odbywa się tu msza święta dla najmniejszych i najbardziej potrzebujących boskiego wsparcia dzieci. Tutaj też dzieciaczki przyjmują swą Pierwszą Komunię Świętą. Inny Bóg? Inna religia? Nie, ten sam Bóg, nawet ta sama diecezja. Tylko słudzy boży inni. Tu właśnie rodzice z przedstawianego miasteczka przywożą swoje pociechy, by przystąpiły do sakramentu. Można? Można!

Dla ludzi wierzących sakramenty są bardzo ważne. Słyszałam kiedyś historię właśnie o dziecku mającym utrudniony kontakt z otoczenie. Było już na skraju życia, rodzina pożegnała się z nim. Poproszono księdza o ostatnie namaszczenie. Ksiądz wypełnił wolę najbliższych i …. dziecko wróciło do świata żywych.

Nie należę do osób mocno praktykujących, ale przypadek z małego miasteczka przeraził mnie. Okazało się bowiem, iż większość mieszkańców wie o praktykach proboszcza i w milczeniu godzi się na nie… i to w tym wszystkim jest najsmutniejsze…..

 

 

 

 

Ryzyko posiadania

mała 1

…. kiedy ciocia była niemowlęciem …. foto własne

Przyrostu naturalnego u nas nie ma. Dlaczego? Powodów setka i więcej. Ostatnio modne było hasło, że dzieci to nie problem, to inwestycja. Zatem, kto nie ma co inwestować, nie inwestuje, czyli mówiąc po chamsku – dzieci nie robi.

Kiedyś obowiązywało inne hasło: „Jak Bozia da dzieci, to i na dzieci da”. I o dziwo, społeczeństwo się rozmnażało, chociaż panowała komuna. Największy powojenny przyrost naturalny? W czasie stanu wojennego, czyli w latach osiemdziesiątych. Człowiek martwił się wówczas, żeby tych dzieci za dużo nie było. Opowieści o pani kioskarce, przebijającej igłą prezerwatywy, były niczym środek antykoncepcyjny.

Dziś dziecko się planuje, a najpełniejszy obraz takiego działania mamy w serialu „Ranczo”. Wioletka stosuje kalendarzyk małżeński i mierzy temperaturę. Gdy ta podskakuje o dwie kreski, ściąga do łożnicy męża – posterunkowego Staśka wprost z ulicy, kiedy ten ma policyjną interwencję.

I tak sobie chaotycznie myślę od kilku tygodni o tych dzieciach…. Dlaczego ich nie ma?

Olśnienie! Wiem! Dzieci to nie inwestycja. Dzieci to RYZYKO!

Już uzasadniam.

Moja koleżanka wydała dziecię za mąż. Ma trochę majątku nieruchomego więc postanowiła przekazać go w formie darowizny wnukowi, który ma pojawić się na świecie. Zakomunikowała to przyszłym rodzicom i usłyszała sprzeciw: „Mamo, nigdy! A jak źle wychowamy dziecko i po uzyskaniu pełnoletności przepije lub przećpa twój majątek?”. No właśnie, dziś wychowanie dziecka to ryzyko.

Pomińmy sprawę wychowania na alkoholika czy ćpuna, wszak każdy rodzic chce dla potomka jak najlepiej. Ale jak w obecnych czasach wychować je dobrze?

Zaczyna się od problemów wieku niemowlęcego. Jeśli nasze maleństwo jest ogólnie płaczliwe lub ma tzw. kolkę, to jego ryk zakłóca spokój mieszkańców bloku. Ale żeby tylko spokój… Sąsiad, zatroskany losem płaczącego dziecka, po obejrzeniu kilku programów interwencyjnych, daje znać odpowiednim władzom, że tu i tu dziecko ryczy. W progu mieszkania zjawia się dzielnicowy z przedstawicielem ogólnie pojętej opieki społecznej i dokonuje wizji lokalnej, czy aby niemowlakowi krzywda się nie dzieje. I nawet jak się nie dzieje, odpowiednia notatka zostaje sporządzona, teczka założona, rodzina zapisana.

Kiedy maleństwo trafia do przedszkola, jest obserwowane przez jego pracowników. I nie daj boże, podczas gry w piłkę z tatą, na spacerze z mamą lub podczas zabawy z rówieśnikami dziecko upadnie, nabije sobie guza, nabawi się siniaka, zadrapań i w takim stanie przyjdzie do przedszkola… Przedszkole widząc obrażenia zawiadamia odpowiednie organa. I ponownie w domu zjawia się dzielnicowy i opieka społeczna. Tym razem pada pytanie, czy po wypadku w piaskownicy, na boisku, w parku rodzice byli z pociechą u lekarza. Nie? Skandal! Sami opatrzyli ranę? A są lekarzami, albo przynajmniej pielęgniarkami? Źle wykonują obowiązki rodzica. Jak dziecko wywróci się i skaleczy należy natychmiast… I tak oto kolejna notatka w teczce założonej trzy lata temu. Nie dziwmy się zatem, że rodzice najchętniej sadzają dzieci przed komputerem. Tu się nie skaleczą.

Potem szkoła. Pierwsze lata, podobne do przedszkolnych. Potem następuje okres burzy i naporu, czyli czas dojrzewania potomka. I teraz dopiero zaczyna się. Dziecko ma swoje prawa. Jeśli rodzic każe pomagać w pracach domowych, to znaczy, że wykorzystuje potomstwo do prac fizycznych. Jeśli nie chce kupić najnowszego modelu „komórki”, nie zapewnia dziecku odpowiednich warunków życia. Jeśli każe chodzić do znienawidzonej szkoły, niszczy jego psychikę. Taki nastolatek może złożyć skargę na rodziców z każdego powodu. Stoi za nim cała armia obrońców i odpowiednich przepisów. A co mogą robić rodzice? Nic. Zawsze okaże się, że to oni są winni. Jeśli dziecko nie ma racji oskarżając rodziców – ich wina, jeśli ma – też ich wina. Do tego w założonej naście lat temu teczce są już notatki. Dziecko  już w niemowlęctwie płakało… to jednak nie była kolka… w przedszkolu miało zadrapania i siniaki… nie od przypadkowego upadku… Teraz do akcji wkracza odpowiednia telewizja. Nagłaśnia sprawę męczonego przez lata dziecka. Milionowa widownia współczuje. Rodzicom zostają odebrane prawa rodzicielskie.

I jak tu mieć w dzisiejszych czasach dzieci? Mają je tylko odważni lub nieświadomi ryzyka…

mała 2 

.… szczęśliwe dzieciństwo…. foto własne

Liebster Blog Award

Liebster_Blog-_Award_moja_toskania

Uwaga! Nominacje!

wszystkiekoloryzycia.blog.onet.pl

demirja.blog.pl

uwazne366dni.blogspot.com/

szaloneliczby.pl/zagadki-logiczne/

iza-w-temacie.blog.pl

a-net.blog.pl

yin-and-yang.blog.pl

schowane-w-szufladzie.blog.pl

zdrowofitowo.blog.pl

subiektywna-ja.blog.pl

Oto moje pytania!

1. Co myślisz o kibicach sportowych?

2. Jakie wartości ma dla Ciebie sport?

3.Igrzyska Olimpijskie – idea czy komercja?

4. Co sądzisz o medycynie naturalnej?

5. Starość – błogosławieństwo czy przekleństwo?

6. Jak zostać wiecznie młodym człowiekiem?

7. Twój ulubiony szkolny przedmiot nauczania…

8. Jak przeżyć za 1000 zł miesięcznie?

9. W jakim celu blogujesz?

10. Czym kierujesz się wybierając artykuł w gazecie, program w telewizji, blog do przeczytania…

11. Złoty pociąg …. jest w Wałbrzychu czy go nie ma?

Zostałam wyróżniona przez http://annakobieta.blog.onet.pl/ ….Świat Według Kobiety…. Odpowiadam na pytania zadane mi pytania!

Gdybyś mogła wybrać swoją płeć przy urodzeniu, to  byłabyś dziś kobietą czy      mężczyzną ? 

Zdecydowanie facetem! Im w życiu lepiej. Nikt ich nie rozlicza z prania, prasowania, gotowania i nie pyta: „Kariera czy dzieci”. Poza tym zawsze znajdą kobietę, która o nich zadba. Też tak chcę!

Gdybyś złowiła złotą rybkę, to czego zażyczyłabyś sobie w trzech życzeniach ?

1. Wyjechać do USA na mecz NBA. 2. Domek holenderski na mojej działce (wraz ze wodociągiem i kanalizacją) 3. Osobisty kierowca, żeby mnie z tej działki do cywilizacji woził.

W życiu bardziej  stawiasz na miłość czy przyjaźń ?

Na miłości się przejechałam, stawiam na przyjaźń.

Świat otaczający Cię postrzegasz poprzez pryzmat Boga czy może jednak poprzez naukę i jej  doniesienia ?

… przecież można to idealnie połączyć… ale to rozważania na dłuższy temat….

 Gdyby został Ci tylko jeden dzień życia, to jakbyś go przeżyła ?

Pewnie bym go przepłakała, tak bardzo kocham życie…

Wolałabyś być  kobietą bardzo piękną  ale niestety biedną niczym mysz kościelna, czy może  bardzo brzydką ale za to  obrzydliwie bogatą  ?

Ha, ha.. W moim wieku jedynie forsą zdobyłabym świat, bo nie pomoże puder róż, kiedy buzia stara już! Już jestem stara i coraz brzydsza, zatem – bogactwo!

Preferujesz zawsze prawdę choćby nawet gorzką czy jednak czasem zdarza Ci się posłużyć dobrym kłamstwem ?

Ja tego nie nazywam kłamstwem, to po prostu dyplomacja.

Masz możliwość na rok  wcielić się w życie kogoś innego. Kto by to był i dlaczego ?

Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Chyba lubię siebie. No może w jakiegoś bohatera filmowego, ale kogo? Pewnie Hansa Klossa, Kojaka… to ludzie w moim stylu. Tylko nie Neo z Matrixa!

Gdyby ktoś nadprzyrodzony zaproponował Ci nieśmiertelność zupełnie za nic. Skorzystałabyś z propozycji w końcu nikt nie chce umierać ?

Jest taki film „Zielona mila”, główny bohater żyje i żyje i przeżywa zawsze śmierć najbliższych, którzy oczywiście się zmieniają…to nic dobrego.

W życiu liczy się dla Ciebie bardziej  wszechstronna wiedza wyuczona, zaczerpnięta z podręczników  czy może jednak mądrość życiowa wynikająca z doświadczenia  przeżytego życia ?

Doświadczenie! DOŚWIADCZENIE!

Jaki jest Twój sposób na życie ?

Uśmiech i miłość małego kundelka o imieniu Kulka.

Wkrótce moje nominacje!

Coś mi tu nie gra….

Niby wszystko w porządku i OK. Pogoda w normie, raz pada, raz świeci. Cukier we krwi też w normie. Pies nadal szczeka na dzieci i facetów. Emerytura ciągle taka sama….

Powinnam być happy… Ale coś mi tu nie gra….

Spotykam koleżankę. Narzeka na świat i na ludzi. Może ma powody, nie wnikam. Ale ona wnika. Głośno twierdzi, że na polityce się nie zna, po czym rozpoczyna wykład agitujący na rzecz jednej z partii. Mówi długo i namiętnie. Rozkłada stan gospodarki na czynniki pierwsze. Przytacza argumenty „za”, podaje przykłady medyczne typu „ Jak długo czekałaś na wizytę u diabetologa”. Obalam jej argument. Moja cukrzyca jest jeszcze na etapie lekarza rodzinnego. Oczywiście koleżanka ma inne argumenty agitacyjne, ale co trzy zdania rozwinięte, wielokrotnie złożone twierdzi, że na polityce się zupełnie nie zna.

Moja sunia chwyta sens, a właściwie bezsens monologu i zaczyna szczekać na parkującego obok sklepu rowerzystę. Wyjaśniam, że muszę iść, żeby psa nie denerwować.

Oj, coś mi nie gra w wypowiedzi znajomej….

Wiadomości. Oto w tramwaju na Pradze- Południe pobiły się dziewczyny. Uczeń popełnia samobójstwo. Dziewczyna po wyjściu ze szkoły wpada pod samochód.

Masa komentarzy. Większość przypisuje winę … szkole. Nie nauczyła, nie wychowała. Źli nauczyciele, złe programy, zła dyrekcja. Trzeba kontrolować i wymagać.

Coś mi tu nie gra…

Sama pracowałam w szkole i jakoś nie mogę przypomnieć sobie, żebym uczyła dziewczyny agresji. Wprost przeciwnie. Na przedmiocie zwanym językiem polskim, podczas omawianie „Krzyżaków” mocno podkreślałam, że pojedynek Zbyszka z Rotgierem to nie wzór do naśladowania, tak załatwiano sprawy w średniowieczu, teraz mamy XXI wiek…  Jeśli uczniowie dokuczali innemu, interweniowałam. Rozmawiałam. Ba, nawet krzyczałam. Niektórzy czuli się wówczas niekomfortowo. Skarżyli się, że podnoszę na nich głos, bo powinnam spokojnie, pedagogicznie. Kiedyś można było powiedzieć uczniowi, że jest tumanem. Dziś nawet określenie „dziecko wiatru i kurzu” może obrazić uczucia nastolatka. Nie mówię. Nie znam również nauczyciela wpajającego uczniom nienawiść lub uczącego agresywnych zachowań podczas lekcji matematyki czy geografii. Czynią to inni ludzie, w innych okolicznościach. Dlaczego więc o wszystko, co złe, obwinia się szkołę?

Coś mi tu nie gra….

Ustawa o in vitro wzbudza emocje. Nie zawsze zdrowe. Kilku senatorom za syndrom ocaleńca i wrota piekieł, jestem w stanie wybaczyć. Ich wybór na funkcję doradcy rządzącym to klasyczny przykład błędu statystycznego lub wyjątek potwierdzający regułę. Ale chwilami aż się prosi o brzydki komentarz, że PRL wiedziała co robi, nie powołując senatu do życia… Brr, groźnie się zrobiło… Niestety, sama jestem ocaleńcem (czwarta ciąża mamy, choć  bez in vitro) i muszę oświadczyć, że  przypisywanego mi syndromu nie mam, ale mam prawo do własnego zdania tak, bo ….

Coś mi tu nie gra.

Najbardziej zadziwiają mnie jednak osoby związane z Kościołem, które mają być reprezentantami Boga na naszym ziemskim padole. Oto na Jasnej Górze, symbolu polskiej wiary w Boga, ktoś pięknymi słowami, starannie zbudowanymi zdaniami nawołuje do wystąpienia przeciwko rodzicom, którzy ponoszą winę za urodzenie dziecka z in vitro. „Za to odpowiedzą dorośli przed Bogiem” – którzy? Bóg i Chrystus kazał kochać innych, wszak powiedział „Będziesz miłował swego bliźniego, jak siebie samego”.

noworodek-17780527

Coś mi tu nie gra…

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego samotna matka porzucona przez męża, nie może być pełnoprawnym członkiem Kościoła Katolickiego. Nie może przystępować do komunii, być matką chrzestną… tylko dlatego, że nie sypia ze swoim mężem? A może powinna napaść na niego i po prostu go zgwałcić?

Ojej, chyba posuwam się ciut za daleko… na dziś wystarczy. Włączę jakąś płytę. Tam wszystko dobrze zagra.  

stara płyta

moja twórczość literacka na www.czarownice.kosz.pl