Bojkot, odszkodowanie, sterylizacja i farelka

farelka

No więc tak… Który raz już zaczynam kolejny felieton… I który to raz mam nadzieję, że nie wydarzy się nic nowego, żebym mogła się skupić na wybranym temacie…

Zaczęło się od bojkotu francuskiego. Wiem, dawno to było i już mało kto pamięta. Obraził nas prezydent Francji i ktoś zaapelował, żeby nie kupować niczego co francuskie i olewać wszystko, co francuskie. Na portalach społecznościowych zawrzało.

Ktoś postanowił ominąć przystanek na ulicy? placu? Charlesa de Gaulla i wysiadł dopiero na rondzie Dmowskiego. Ktoś nie pojechał do pracy własnym samochodem, bo posiada renaulta. Inny „Nędzników” Wiktora Hugo zabrał z półki i schował do szuflady.

To były udane próby bojkotu. Nieudaną zaprezentowała pewna pani polityk. Kazała nie kupować francuskich serów, tylko polskie. Zareklamowała markę TUREK, bo brzmiała z polska. Okazało się, że nic błędnego. „Turek” należy do grupy Savencia Fromage & Dairy francuskiego pochodzenia. Jednym słowem nawet ser wyprodukowany w Polsce, z mleka polskich krów jest francuski.

Były jednak głosy przeciwne bojkotowi. Głośne „NIE” wykrzyczeli zwolennicy francuskiej miłości, bo miłość po francusku jest ponad podziałami i ponad granicami i ponad serkami i ponad… ponad wszystko. Bez tej miłości nie da się żyć.

I tak sobie myślałam, że temat bojkotu rozwinie się w debatę sejmową. Nic z tego. Jego miejsce zajęła sprawa odszkodowania za straty wojenne. Oczywiście mają je zapłacić Niemcy. Oczywiście mają zapłacić nam.

Zaczęło się żmudne wyliczanie, o ile wzbogaci się nasz narodowy budżet. Inni poszli jeszcze dalej – ile trzeba, żeby Polska wreszcie urosła w siłę, a ludzie żyli dostatnio. Cóż, okazało się, że forsy od sąsiadów z zachodu może nie wystarczyć. Same inwestycje w Toruniu wymagają dużej ilości szmalu. Ale oczywiście dzielni internauci znaleźli rozwiązanie. Posypały się propozycje od kogo i za co by tu jeszcze zażądać odszkodowania….

Na pierwszym miejscu oczywiście Szwecja. Potop był przecież. Zniszczyli, ograbili, wymordowali. Taki Longinus Podbipięta jest tego przykładem. I Częstochowa sporo zyska, może wreszcie zdeklasuje Toruń.

Od Turcji też by się coś dało wydusić. Atakowali? Atakowali. Niszczyli? Niszczyli. A za odsiecz wiedeńską nie należą się nam pieniądze? Do Austrii po forsę! I za zabory też zażądać!

I tak oto zrodziło się kilka pomysłów na podreperowanie budżetu. Dziwne tylko, iż nikt nie wspomniał o Rosji… wszak narozrabiała przez wieki na naszym terenie. Boimy się? A może wiadomo, że Rosja i tak nie zapłaci, bo ma to wszystko w głębokim poważaniu. Zawsze lepiej żądać od tego, co może się ugnie i da…

W każdym razie listę odszkodowań internet opracował. Niestety, trafił się taki jeden, co nie wykazał się obywatelską postawą.

„A co będzie jak Watykan zażąda opłaty za chrzest w 966 roku? A jak Czesi upomną się o stosowane opłaty za pośrednictwo? Same procenty za zaległe opłaty rozwalą nasz budżet wspomagany przez Niemców, Szwedów. Turków, Austriaków…”

A miało być tak ładnie… Można było podreperować budżet…

Wczoraj byłam u swego weterynarza, znaczy się weterynarza mojej suni. Opowiedział mi historię ze swego życia wziętą. Niedawno była u niego pani, która zażądała odszkodowania za błąd lekarski. Dziewięć lat temu miał przeprowadzić sterylizację u jej kotki. Tymczasem macicy nie usunął, jedynie kotkę rozciął, forsę wziął, a kotka po tylu latach zapadła na choroby kobiece, znaczy się miała problemy z macicą, którą dopiero inny weterynarz usunął. Ów lekarz wystawił zaświadczenie, w którym napisał, że kobiecy narząd w organizmie kotki był. Wyliczył również, ile pierwszy spec od zwierząt jest winien właścicielce kotki. Po kilkuminutowej dyskusji doszliśmy do wniosku, że pani mogła mieć po prostu … drugą kotkę i jej chorobę postanowiła wykorzystać do podreperowania domowego budżetu. Dziewięć lat to szmat czasu w życiu zwierząt. Czy weterynarz miał możliwość sprawdzenia czy kotka jest kotką, którą operował? Nie miał. Nie pamiętał. Jest jednym z najlepszych weterynarzy w mieście i leczy bardzo wiele zwierząt. W dokumentacji wszystko się zgadzało…

A potem rozpoczął się rok szkolny i ogólnonarodowa dyskusja na temat lektur i historii. Jako że na ten temat już pisałam, dziś tylko kilka uwag.

Dziwi mnie ten wielki dramat w postaci takiego a nie innego kanonu lektur. Czy nikt nie zauważył, że najgorzej na wszelkiego typu egzaminach wychodzi matematyka? Czy nikt nie zauważył, że humanistów mamy za dużo, a ludzie z wyższym wykształceniem w zakresie tzw. przedmiotów ścisłych są nieustannie poszukiwani?

A dziś cały dzień leje i jest zimno. Nawet farelkę włączyłam.

I to koniec tematów.  

Komunalne remonty

P1030810

Niedawno trafiłam na ciekawy materiał dotyczący pewnej kamienicy. Zabytkowa, stara i waląca się. Wszystkie mieszkania komunalne, czyli miejskie, czyli niewłasnościowe. Mieszkańcy rozpoczęli walkę o remont kapitalny, bo według nich życie w tej kamienicy zagraża ich bezpieczeństwu. Na parterze już wszystko przegniło. Ci, co właśnie tam mieszkali, dostali inne, lepsze mieszkania. Mieszkańcy z wyższych pięter takiego szczęścia nie mieli. Rozpoczęli więc walkę o godne życie w XXI wieku.

Przeczytałam, obejrzałam i zaczęłam się zastanawiać…. Otóż działania mieszkańców przez przypadek zbiegły się z tworzeniem przez „miasto” list przydziały mieszkań w nowym bloku komunalnym. Dowiedziałam się o tym z komentarzy pod tekstem. Autor sugerował, iż narobienie szumu w tym samym czasie oznacza jedno – walkę o mieszkanie w nowym bloku.

Pod artykułem pojawiły się różne opinie. Większość przeciwko mieszkańcom kamienicy. Ktoś napisał, że ciężko pracował ileś tam lat, kupił mieszkanie we „wspólnocie” i wraz z sąsiadami ponosi koszta wszelkich remontów. Nikt do niego nie dokłada. I coś takiego było: „Ja na remont swojego domu muszę ciężko zapracować, a grupka ludzi z tego bloku chce, żeby za Nasze pieniądze z podatków wyremontować im cały budynek. Uważam to za wielką niesprawiedliwość. Niech mieszkańcy tego bloku idą i zarobią na remont, a nie tylko wyciągają swoje ręce. Miasto wyremontuje, a mieszkańcy nie będą tego szanować i już po miesiącu nie będzie widoczne że budynek był remontowany”.

I to dało mi do myślenia….

Przypomniałam sobie wszelkie dziennikarskie interwencje dotyczące złych warunków mieszkaniowych, które oglądałam. Oczywiście część uzasadniona, ale część… Kiedyś w jakiejś TV pokazywano budynek i toalety na tzw. półpiętrze. Smród czułam nawet poprzez ekran telewizora, o wyglądzie sracza nie wspomnę. Moja „sławojka” na działce lepiej wygląda. Dlaczego? Bo o nią dbam. Myję i zamiatam. Jeśli ktoś o swoją toaletę nie dba, to ma to co, ma. Czy to jest zatem powód, żeby ściągać dziennikarzy i pokazywać własne niedbalstwo?

Moja znajoma rencistka Zofia przez długi czas nie chciała wpuścić opiekunki z MOPS-u do swego drugiego pokoju. Zamykała go na klucz, kiedy dziewczyna przychodziła. Twierdziła, że nie wpuści, bo tam jest bałagan. Na szczęście, już praktycznie w ostatniej chwili dała się przekonać, że opiekunka jest po to, by bajzel posprzątać. Po otwarciu okazało się, że moment tylko dzielił Zofię od wspólnego zamieszkania ze szczurami i zbierania grzybów wyrosłych w pokoju.

W latach osiemdziesiątych byłam członkiem spółdzielczej komisji sprawdzającej warunki mieszkaniowe osób ubiegających się o przydział mieszkania poza kolejnością, znaczy się wcześniej. Wysyłano mnie na trudne odcinki. Kiedyś zapakowano w auto i wraz z innym członkiem zawieziono do mieszkania na poddaszu w drewnianym domu. W wynajętym pomieszczeniu mieszkała tam samotna matka z małym dzieckiem. To nie było mieszkania, praktycznie duży niski pokój, bez wody i kanalizacji. W rogach pokoju – wilgoć, ogrzewanie piecowe, tzn. stara „koza” , skromne meble, maleństwo w łóżeczku i szpary. Wszędzie szpary. W futrynach, w podłodze, w ścianach. A do tego….

CAŁY POKÓJ LŚNIŁ CZYSTOŚCIĄ!

Szpary w podłodze zatkane były starymi gazetami. Wszystkie równo przycięte. To samo w okiennych futrynach. Oj musiała się namęczyć kobieta przy zatykaniu dziur, żeby nie tylko ciepło było, ale również estetycznie. Przy „kozie” też panował porządek. Wiadro z węglem oraz śmieciami stało na sporym kawałku stali. Śmieci było niewiele.

Nie moi drodzy…. pani nie wiedziała o naszej wizycie. Wprost przeciwnie, była bardzo zaskoczona, gdyż byliśmy już drugą komisją, która sprawdzała warunki mieszkaniowe. Trudne. Ciężkie.

Po powrocie do siedziby spółdzielni zadaliśmy raport członkom zarządu.

„Uważacie, że należy się wcześniej mieszkanie?” – zapytano nas. „Oczywiście. Warunki są bardzo trudne. I chwała kobiecie za to, że troszczy się o czystość nawet w tak trudnych warunkach mieszkaniowych” – odpowiedziałam i zaczęłam pisać sprawozdanie z wizytacji. A pisać jak widzicie – potrafię.

Owa pani mieszkanie dostałą poza kolejnością.

Zatem gdziekolwiek będziemy mieszkać, to powinniśmy o nasze aktualne mieszkanie dbać. W zasadzie też mogłabym nie troszczyć się o własne M, czekać aż tynk z sufitu będzie mi do zupy wpadał, a w łazience rozpocznie się grzybobranie. Wszak samotny emeryt jestem i jakaś pomoc by się przydała… Może mnie też by tak ktoś chatę wyremontował…

Nie, sorry, nie. Niedługo biorę się za malowanie pokoju i łazienki. Jakieś takie brudne te pomieszczenia…

Marność nad marnościami….

P1040877

Dziś będzie o potrzebach materialnych, a właściwie o ich braku…. bo jest tak….

Przez siedem miesięcy ostro zasuwałam na półtora etatu i zarobiłam duuuużżżżo pieniędzy. Oczywiście wskazany przeze mnie zaimek nieokreślony to pojęcie względne. Co to znaczy dużo… każdy sądzi według siebie. Pewna znajoma, dowiedziawszy się, ile zarobiłam, wzruszyła ramionami. Ona w tym samym czasie zarobiła trzy razy tyle, ale o jedną piątą mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. I martwiła się, jak bez owej jednej piątej przeżyje. No dobrze, wiem, jest notariuszem, a nie nauczycielem polskiego.

Więc mam tę forsę na koncie i myślę, co tu z nią zrobić. Okazuje się bowiem, że nagły przypływ gotówki w głowie mi nie poprzewracał. Jem nadal to, co jadłam, ubieram się nadal w szmateksach, w domu mam wszystko, co do życia potrzebne….

Może by tak remont M-3…. Nie, generalny niepotrzebny, a malowanie ścian zaklepane na sierpień. Wymiana mebli? A po co? Stare jeszcze się nie rozwaliły, jak się rozwalą, kupię nowe. Szanse na to są jednak niewielkie, bo to solidny PRL. Przetrzyma nawet reformę sądownictwa.

Garnków też wymieniać nie będą, bo obecne są dobre, firankę do salony kupiłam, nowe wyro do spania też… Zdecydowanie w chałupie nic więcej nie potrzeba.

Mogłabym pojechać za granicę, ale jakoś mnie nie ciągnie… Ludzie się dziwią. Byli w Paryżu, Wenecji, Barcelonie, a ja odwiedziłam dwa razy Litwę i raz Czechy. I wystarczy. Gdybym tak mogła pojechać do Egiptu, powłóczyć się wokół piramid, pospacerować po miasteczkach… ale gdzie tam… Człowiek jedzie do takiej Hurgady i trzęsie portkami, żeby go jakiś terrorysta nożem nie zadziobał. Siedzi w takim hotelu 24 godziny na dobę i odpoczywa. Choroba, siedzieć to ja se mogę we własnym M, nie muszę do Egiptu. Nie, nie odpowiada mi taki wypoczynek. Owszem, chciałabym pojechać… do takich Stanów Zjednoczonych na przykład, ale z konkretnym celem. Na mecze NBA – jeden w Madison Square Garden w New York, drugi w Staples Center w Los Angeles. Chętnie wybrałabym się do Australii i Nowej Zelandii, zobaczyć plenery, które wykorzystano przy kręceniu „Władcy pierścienia”. Niestety, aż tyle nie zarobiłam.

Ekskluzywne wczasy…. niby pomysł jest…. tak samo jak prywatnie do sanatorium… Niestety, przypomniała mi się inna znajoma.

Wybrała się właśnie prywatnie do sanatorium. Zakwaterowano ją w domu specjalnie dla takich prywaciarzy przeznaczonym. Zero ograniczenia wolności, jak w normalnych sanatoriach. Dostała klucz od drzwi wejściowych i mogła wracać, kiedy tylko chciała. I co z tego… reszta wracała do swych kwater przed 22.00 i zabawę kontynuowała we własnych pokojach. Znajoma wraca do prawie pustego budynku i nudziła się. Ani tu na noc nikogo nie przyprowadzi, ani się wieczorem z kim napić…. Poza tym wskazane przez lekarza zabiegi zaplanowano jej na … siódmą rano…. bo późniejsze godziny były już zajęte przez tych, co czekali w długiej kolejce do sanatorium.

Tak to ja nie chcę. Odczekam swoje i pojadę do sanatorium jak normalny człowiek.

Jeśli zaś chodzi o wczasy to też nic z tego. Nie lubię zorganizowanego wypoczynku, nie lubię wstawania na dzwonek o ósmej na śniadanie, o czternastej na obiad. Podczas luksusowego pobytu chciałabym jeść wtedy, kiedy będzie mi się chciało jeść oraz jeść to, co chcę jeść. Jak się okazuje, takie wymagania spełnia tylko wypoczynek niezorganizowany, czyli taki, z którego korzystam już od wielu lat.

Niedawno odwiedziłam Łańcut. Uczestniczyłam w radosnej imprezie w grupie znajomych i nie było to wesele. Chciałam zakwaterować się luksusowo, w nowym hotelu z super restauracją. Tylko po co? Moja impreza odbywała się w innej części miasteczka, a do restauracji mogę wpaść zawsze, by ekskluzywnie napić się piwa. Zamieszkałam w znajdującym się w pobliżu hotelu mniejszym budynku, za połowę ceny. I bardzo dobrze. Moja impra było wysokooktanowa i po powrocie do pokoju padałam od razu na wyro, bez filozoficznych pytań o to, gdzie i po co tu jestem.

W sumie więc okazało się, że nie mam potrzeb materialnych lub trochę inaczej – moje potrzeby materialne są na miarę moich możliwości.

A co z pieniędzmi… przydadzą się na kilka lat, na kilka imprez podobnych do łańcuckiej… bo u mnie w życiu nadszedł czas, by wreszcie zacząć żyć! 

Słowa, słowa, słowa….

Kaftan1

Technika poszła ostro do przodu. No, nie dzisiaj, nie wczoraj, ale w ciągu całego mojego dotychczasowego życia, czyli tak 50+ … W pamiętnym filmie o aferze Watergate – „Wszyscy ludzie prezydenta” – dowodem na wypowiedziane przez kogoś słowa, były notatki dziennikarzy. Dziś taka metoda dokumentowania budzi śmiech. Kto uwierzy w bazgroły? Każdy może coś zapisać, napisać i przypisać komuś wymyślone wypowiedzi. Dziś się nagrywa. Każdy telefon ma dyktafon i możliwość nagrywania filmów.

Ale i nagrania nie są wiarygodne. Można je przecież odpowiednio na potrzebę chwili zmontować, rozmontować, przekształcić, dodać, ująć. A wszystko to w zwykłym, domowym laptopie…

Nie próbowałam tego, bo i potrzeby nie miałam. Natomiast czytając, oglądając i słuchając wypowiedzi niektórych osób, odnoszę wrażenie, iż ich wypowiedzi są po prostu zmanipulowane. Bo w głowie, żołądku, wątrobie, płucach i w całym ciele normalnie funkcjonującego człowieka niektóre wypowiedzi się nie mieszczą, wywołują biegunkę, zapalenie płuc, oczopląs i co tam jeszcze chcecie.

Zatem zaczynajmy – proszę przed każdym akapitem dodać sobie „prawdopodobnie, przypuszczalnie”:

1. Pewien prezes powiedział, że kobiety mają rodzić zdeformowane (czytaj niezdolne do życia) dzieci, żeby można je było ochrzcić. Zdrowo myślący człowiek od razu pomyśli, że przecież nie wszyscy jesteśmy katolikami, co to świeżo narodzone polewają wodą. Niektórzy chrzczą dopiero starszych, inni nie robią tego w ogóle. Jeśli ktoś myśli inaczej to znaczy tkwi w mrokach średniowiecza, albo jest chory…. albo  słowa zmanipulowano.

2. Pewien profesor – pewnie mniemanologii stosowanej – powiedział, że kobiety o poglądach lewicowych rzadziej zachodzą  w ciążę, bo myślą tylko o zachowaniu szczupłej sylwetki. Gdybym nie znała wieku owego „stosowanego”, pomyślałabym, że to taki współczesny facet, wychowany na programie „Top model”. Tymczasem facet starszy ode mnie…. Czyżby zapomniał, że za komuny dzieci rodziły się hurtowo i problemem rodziny było, by było ich jak najmniej? Czyżby wtedy wszyscy mieli poglądy prawicowe? No i wtedy ludzie statystycznie byli  szczuplejsi niż dziś. Wypowiedź profesora najbardziej pada na skurczony żołądek. Można się nabawić od niej anoreksji lub bulimii. Jeden z komentarzy pod cytowanymi słowami brzmiał „W Tworkach  udostępniono internet”. Ja tam taka ostra nie będę. Wracając do wieku wiadomej osoby wysunę inną teorię – demencja starcza, schizofrenia… albo wypowiedź przekształcono. Zdroworozsądkowy człowiek takiego tekstu z ust by nie wypuścił.

3. Pewien duchowny w randze biskupa powiedział, że podczas gwałtu rzadko kiedy kobieta zachodzi w ciążę, bo stres coś tam takiego robi, że nie zachodzi. Spowalnia plemniki? Zamyka jajeczko? Wydala plemniki? Chyba nie zabija, bo wtedy to już pewnie aborcja. Kto wie, ręka w górę. W każdym razie, gdyby ta oczywista oczywistość była wiadoma wcześniej, nie potrzebna byłaby antykoncepcja. Wystarczy babę przestraszyć i tyle. W taki Halloween na przykład. I ponownie moment na refleksję – kto przy zdrowych zmysłach wymyśliłby taką antykoncepcję? I ponownie – albo ktoś chory, albo …. wypowiedź  zmanipulowana.

4. Pewna osoba powiedziała, że będzie święto rodziny, czyli małżeństw z dziećmi. Wniosek z tego taki, że inne układy typu samotny rodzic, dwoje rodziców bez ślubu i czwórka ich dzieci to już nie rodziny. I tu bym się poważniej zastanowiła… Kiedy moje dzieci dorosły, byłam zmuszana do podawania ich dochodów przy wypełnianiu formularzy związanych z funduszem socjalnym. Buntowałam się, gdyż dochody owszem podawać musiałam, ale z funduszu moje dzieci nie korzystały. Korzystali natomiast mężowie i żony pracowników, praktycznie obce osoby bez żadnych więzów krwi! A dzieci to przecież krew z krwi! No więc w końcu kto jest tą rodziną? Do tej pory wydawało mi się, że jestem dla swoich dzieci matką, czyli najbliższą rodziną. Okazuje się, że ktoś uznaje inaczej. Fundusz socjalny i jakaś osoba. Kolejne zaburzenie w matriksie, czy manipulacja wypowiedzią?

5.  I dziś rano przeczytałam, że pewien tłum  krzyczał w stronę pewnego prezydenta pewnego państwa środkowoeuropejskiego „Dyktator!”.  Ten człowiek dyktatorem? Potulny, spokojny, głosu nie zabiera, posłusznie wykonuje polecenia, uśmiecha się, mieszka sobie spokojnie, nawet żonę na cichutką, ta też nigdzie nie wychodzi, jakby jej nie było… ten prezydent dyktatorem? Komuś coś się popier… znaczy się pomieszało, albo marzy na jawie… albo wypowiedź manipulowano.

W końcu Hamlet powiedział, że to słowa, słowa, słowa… 

CZARNY PROTEST

http://www.dreamstime.com/stock-photography-mother-baby-illustration-pregnant-image39426602

Jestem przeciwko aborcji i chodzę dziś po mieście na czarno.

Kocham dzieci, swoje i cudze, dlatego chodzę dziś po mieście na czarno.

Popieram czarny protest kobiet w Polsce w dniu 3 października 2016 roku, bo jestem za życiem, godnym życiem każdego człowieka. Popieram czarny protest, bo jestem przerażona i porażona słowami tych, co protestu nie popierają.

Czy zauważyliście, w jaki sposób pokazują oni polską kobietę? To już nie dzielna matka Polka, co to synów na barykady wysyłała. To kobieta pozbawiona wszelkich uczuć, myśląca tylko o sobie, mająca gdzieś dobro innych.

Taka kobieta puszcza się z byle kim i byle gdzie, bo jej się chce bzykać na potęgę. A jeśli zajdzie w ciążę, to szybko biegnie do lekarza i każe robić sobie skrobankę. I po problemie. Kobiety robią to nałogowo, ciągle, nieustannie, trzeba je potępiać, a najlepiej palić na stosach na każdym placu w każdym mieście.

Taki obraz widnieje na licznych forach dyskusyjnych. Taki wizerunek Polki przekazywany jest przez tych, co kobiety uważają za wszelkie zło. Aborcja w naszym kraju jest przecież na porządku dziennym. Codziennie setki kobiet usuwają setki ciąż w setkach gabinetów! Tak nas przedstawiają ci, którzy twierdzą, że ludzi kochają! 

W ciągu całego swego życia nie spotkałam osobiście kobiety, która przyznałaby się do usunięcia ciąży. Poznałam jedną, która chciała to uczynić.

Była uczennicą ostatniej klasy liceum w czasach, kiedy „brzuchate” nie miały prawa chodzić do normalnej szkoły, bo siały zgorszenie. Do tego ojciec dziecka wyparł się utrzymywania jakichkolwiek stosunków z dziewczyną, a były to czasy, kiedy ojcostwo udowodnić było trudno. Wystarczyło postawić kilku świadków, że dziewczyna puszczała się na potęgę i sprawa załatwiona. Moja znajoma nie mogła również liczyć na pomoc rodziców. Panna z dzieckiem to przecież wielki wstyd. Pamiętam ile łez wypłakała, ile rozmów odbyłyśmy, ile było za, ile było przeciw. Tym razem obyło się bez interwencji lekarza. Chłopak się nawrócił.

Decyzja o aborcji to nie decyzja chwili. Za każdą kryje się dramat. Wielki dramat, o którym nie mają pojęcia ci, którzy kobiety chcą wsadzać do więzień. Decyzja o aborcji jest ostatnim wołaniem o pomoc!

Dziś protestuję również przeciwko obarczaniu kobiet pełną odpowiedzialnością za potomstwo. Jedynie one mają być karane, nawet w przypadku poronienia, bo ono w założeniu wrogów kobiet zawsze może być zamierzone. O litości…. Wy, którzy nazywacie się obrońcami życia, czy wiecie jaką tragedią jest poronienie? Nie, nie wiecie. Zakładacie, że kobieta planuje i plan wykonuje, bo  jest zła. Taka sobie przyjęliście tezę.

Popieram czarny protest ponieważ nie zauważyłam, żeby w naszym kraju kobiety zapładniały się poprzez partenogenezę. Dzieworództwo jeszcze nie w modzie. Zatem gdzie są mężczyźni, którzy kobiety zapładniają? Gdzie są ojcowie nienarodzonych dzieci? Gdzie byli, kiedy kobieta potrzebowała ich najbardziej?

Uwierzcie samotnej matce – jeśli obok kobiety jest kochający facet żadna bieda im nie straszna, każda choroba jest do przeżycia. Każde dziecko da się wychować.

Tymczasem poproszę o dane, jaka w Polsce jest ściągalność alimentów. Ilu tatusiów ucieka od obowiązku utrzymywania dzieci? Ile kobiet musi walczyć w sądach o prawo do forsy ze strony ojca?  Bo o miłość nie da się walczyć… 

Mówiąc o aborcji jej przeciwnicy palcami wytykają tylko kobiety! Tylko one są winne przestępstwa! Facet, niczym Piłat, obmywa ręce i twierdzi, że o niczym nie wiedział.

 Dlatego popieram czarny protest!

 A czy wiecie, że ograniczenie lub zlikwidowanie badań prenatalnych to również ograniczenie lub zlikwidowanie możliwości leczenia dziecka jeszcze w łonie matki?

Bo oczywiście kobieta wykonująca takie badania chce tylko i wyłącznie dowiedzieć się, czy urodzi zdrowe dziecko. Jeśli chore to od razu, na skrobankę! To kolejny punkt do tworzenia wizerunku polskiej kobiety prezentowany przez  owych obrońców życia.  Żadnemu z nich nie wpadnie do łba, że badanie może ujawnić wady, które da się wspaniale wyleczyć w łonie matki! A może o tym nie słyszeli? Może tkwią nadal w mrokach średniowiecza, kiedy stosunek płciowy można było odbyć jedynie w ramach reprodukcji. Przyjemność była zakazana. No, chyba że jakiś niewielki gwałt na jakiejś przypadkowo spotkanej kobiecie… w końcu to tylko czyn zabroniony…

Jestem przeciwko aborcji, bo jej być nie powinno. Powinna być odpowiednia edukacja seksualna, odpowiedzialni ludzie – mężczyźni i kobiety, równouprawnienie w wychowywaniu dzieci, stojąca na wysokim poziomie i dostępna dla wszystkich medycyna, odpowiednia opieka nad rodziną, poszanowanie każdego życia, a nie strach, nienawiść i potępienie.