Będą legendą….

20061102134847_img_9712

Kłomino – foto internet

Kiedyś, dawno temu, prawie przed potopem, człowiek szedł rano do pracy, w kiosku Ruchu kupował gazetę. W pracy czytał tę gazetę w towarzystwie drugiego śniadania, znaczy się herbaty Ulung i kanapki z mielonym.

Teraz czasy się zmieniły, człowiek się zestarzał. Wstaje rano, wyprowadza psa, parzy kawę, włącza laptopa i czyta, popijając Jacobsa Kronunga.

I właśnie usiadłam do popijania i czytania. Oczywiście najpierw gazety, znaczy się portale informacyjne. Trzeba sprawdzić ilu generałów nie będzie miała polska armia, bo walka o tron w naszym kraju trwa nadal. Taki temat dnia. Normalka, zawsze być musi. Potem portal zwany społecznościowym. I tu dopiero prawdziwa rewelacja!

„Polska Akademia Nauk opublikowała listę 122 miast, którym grozi zapaść społeczna i gospodarcza. Analiza Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN powstała na potrzeby rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.

Oto na 255 miast średniej wielkości aż 122 padnie na zawał lub udar lub będzie w najbliższym czasie miało wylew. Sytuacja wręcz dramatyczna. Przecież to połowa, no dobrze, nie przeginajmy, ale duża część naszego państwa. Jeśli padnie, to co zostanie? Warszawa? Kraków? Wrocław? Czy te miasta pomieszczą mieszkańców 122 padniętych miast?

Masa pytań zaczęła mi w jednym momencie przychodzić do głowy. Czeka nas kataklizm narodowy? Które miasto mam wybrać do osiedlenia się, bo moje znajduje się na czarnej liście? Kto mnie przygarnie? Wszak nawet nie sprzedam swego M, bo kto zechce kupić M w padniętym mieście?

O, może wyprowadzę się do Jeleniej Góry… byłam tam kilka razy. Miasteczko ładne, blisko uzdrowisko, (o, nawet się rymnęło) góry, w koszykówkę grają… Nic z tego. Jelenia jest na liście na 41 miejscu w rubryce „silna utrata funkcji, niekorzystna sytuacja społeczno-gospodarcza”. Szukam dalej w myślach…. gdzie by tu…. Mam! Kłodzko! Moja rodzina tam mieszka, domek mają. Może dobudują oficynkę i pozwolą dożyć ostatnich dni… Też kicha. Małe, sympatyczne miasteczko jest na 59 miejscu w rubryce „ utrata funkcji, mocno niekorzystna sytuacja społeczno-gospodarcza”.

Nie tędy droga. Trzeba przejrzeć całą listę.

I proszę jakie miasta się tam znajdują:

  • Zambrów – wspaniały szpital, o którym pisałam;
  • Zakopane – oblegane przez turystów;
  • Augustów – jak wyżej;
  • Zabrze – dlaczego?

Zresztą, co ja Wam będę wymieniała… sami sprawdźcie


http://samorzad.pap.pl/depesze/redakcyjne.praca.akty/176437/122-miast-srednich-tracacych-funkcje-spoleczno-gospodarcze

Do Warszawy nie pojadę… ostatnio byłam 1 sierpnia, oddałam hołd powstańcom i zaszyłam się w mieszkaniu znajomych. Upał w stolicy był znacznie bardziej dokuczliwy niż w mieście tracącym funkcje społeczno – gospodarcze.

Jednym słowem kicha. Samemu można dostać zapaści.

Czy istnieje jakakolwiek korzyść z upadku tylu miast? Co się stanie z nimi, kiedy padną na zawał? Wizja apokaliptyczna? Chyba nie…. Kiedyś już widziałam upadłe miasteczko. To Kłomino, dziś zwane osadą leśną.


https://pl.wikipedia.org/wiki/K%C5%82omino

Byłam tam blisko dziesięć lat temu. Chodziłam po młodym lesie wyrosłym na miejskich uliczkach. Wśród drzew, krzewów i traw człowiek spacerował po starych asfalcie.  Przyroda zawładnęła wszystkim. Rozbijała asfalt, wypychała uliczną kostkę, wbijała się do bloków straszących pustymi oczodołami okien. Brrr…. wtedy byłam przerażona. Potem jeszcze obejrzałam film „Jestem legendą”, w którym przyroda zabiera Nowy Jork…

Tak więc, kiedy znaczna część miast średniej wielkości padnie, przyroda odzyska wszystko, co obecnie zabiera jej niejaki kornik drukarz w osobie wiadomego ministra. Aha, a w wielkich miastach powstaną legendy o naszych miasteczkach, tak jak o Warsie i Sawie. 

I tym pozytywnym akcentem dzisiejsze rozważania zakończmy.  

Komunalne remonty

P1030810

Niedawno trafiłam na ciekawy materiał dotyczący pewnej kamienicy. Zabytkowa, stara i waląca się. Wszystkie mieszkania komunalne, czyli miejskie, czyli niewłasnościowe. Mieszkańcy rozpoczęli walkę o remont kapitalny, bo według nich życie w tej kamienicy zagraża ich bezpieczeństwu. Na parterze już wszystko przegniło. Ci, co właśnie tam mieszkali, dostali inne, lepsze mieszkania. Mieszkańcy z wyższych pięter takiego szczęścia nie mieli. Rozpoczęli więc walkę o godne życie w XXI wieku.

Przeczytałam, obejrzałam i zaczęłam się zastanawiać…. Otóż działania mieszkańców przez przypadek zbiegły się z tworzeniem przez „miasto” list przydziały mieszkań w nowym bloku komunalnym. Dowiedziałam się o tym z komentarzy pod tekstem. Autor sugerował, iż narobienie szumu w tym samym czasie oznacza jedno – walkę o mieszkanie w nowym bloku.

Pod artykułem pojawiły się różne opinie. Większość przeciwko mieszkańcom kamienicy. Ktoś napisał, że ciężko pracował ileś tam lat, kupił mieszkanie we „wspólnocie” i wraz z sąsiadami ponosi koszta wszelkich remontów. Nikt do niego nie dokłada. I coś takiego było: „Ja na remont swojego domu muszę ciężko zapracować, a grupka ludzi z tego bloku chce, żeby za Nasze pieniądze z podatków wyremontować im cały budynek. Uważam to za wielką niesprawiedliwość. Niech mieszkańcy tego bloku idą i zarobią na remont, a nie tylko wyciągają swoje ręce. Miasto wyremontuje, a mieszkańcy nie będą tego szanować i już po miesiącu nie będzie widoczne że budynek był remontowany”.

I to dało mi do myślenia….

Przypomniałam sobie wszelkie dziennikarskie interwencje dotyczące złych warunków mieszkaniowych, które oglądałam. Oczywiście część uzasadniona, ale część… Kiedyś w jakiejś TV pokazywano budynek i toalety na tzw. półpiętrze. Smród czułam nawet poprzez ekran telewizora, o wyglądzie sracza nie wspomnę. Moja „sławojka” na działce lepiej wygląda. Dlaczego? Bo o nią dbam. Myję i zamiatam. Jeśli ktoś o swoją toaletę nie dba, to ma to co, ma. Czy to jest zatem powód, żeby ściągać dziennikarzy i pokazywać własne niedbalstwo?

Moja znajoma rencistka Zofia przez długi czas nie chciała wpuścić opiekunki z MOPS-u do swego drugiego pokoju. Zamykała go na klucz, kiedy dziewczyna przychodziła. Twierdziła, że nie wpuści, bo tam jest bałagan. Na szczęście, już praktycznie w ostatniej chwili dała się przekonać, że opiekunka jest po to, by bajzel posprzątać. Po otwarciu okazało się, że moment tylko dzielił Zofię od wspólnego zamieszkania ze szczurami i zbierania grzybów wyrosłych w pokoju.

W latach osiemdziesiątych byłam członkiem spółdzielczej komisji sprawdzającej warunki mieszkaniowe osób ubiegających się o przydział mieszkania poza kolejnością, znaczy się wcześniej. Wysyłano mnie na trudne odcinki. Kiedyś zapakowano w auto i wraz z innym członkiem zawieziono do mieszkania na poddaszu w drewnianym domu. W wynajętym pomieszczeniu mieszkała tam samotna matka z małym dzieckiem. To nie było mieszkania, praktycznie duży niski pokój, bez wody i kanalizacji. W rogach pokoju – wilgoć, ogrzewanie piecowe, tzn. stara „koza” , skromne meble, maleństwo w łóżeczku i szpary. Wszędzie szpary. W futrynach, w podłodze, w ścianach. A do tego….

CAŁY POKÓJ LŚNIŁ CZYSTOŚCIĄ!

Szpary w podłodze zatkane były starymi gazetami. Wszystkie równo przycięte. To samo w okiennych futrynach. Oj musiała się namęczyć kobieta przy zatykaniu dziur, żeby nie tylko ciepło było, ale również estetycznie. Przy „kozie” też panował porządek. Wiadro z węglem oraz śmieciami stało na sporym kawałku stali. Śmieci było niewiele.

Nie moi drodzy…. pani nie wiedziała o naszej wizycie. Wprost przeciwnie, była bardzo zaskoczona, gdyż byliśmy już drugą komisją, która sprawdzała warunki mieszkaniowe. Trudne. Ciężkie.

Po powrocie do siedziby spółdzielni zadaliśmy raport członkom zarządu.

„Uważacie, że należy się wcześniej mieszkanie?” – zapytano nas. „Oczywiście. Warunki są bardzo trudne. I chwała kobiecie za to, że troszczy się o czystość nawet w tak trudnych warunkach mieszkaniowych” – odpowiedziałam i zaczęłam pisać sprawozdanie z wizytacji. A pisać jak widzicie – potrafię.

Owa pani mieszkanie dostałą poza kolejnością.

Zatem gdziekolwiek będziemy mieszkać, to powinniśmy o nasze aktualne mieszkanie dbać. W zasadzie też mogłabym nie troszczyć się o własne M, czekać aż tynk z sufitu będzie mi do zupy wpadał, a w łazience rozpocznie się grzybobranie. Wszak samotny emeryt jestem i jakaś pomoc by się przydała… Może mnie też by tak ktoś chatę wyremontował…

Nie, sorry, nie. Niedługo biorę się za malowanie pokoju i łazienki. Jakieś takie brudne te pomieszczenia…