O przywódcach przy wódce

4f7576b86a26f-p

 A miałam nie pisać, a miałam przemilczeć… nie udało się, nie udaje się i pewnie przez jakiś czas się nie uda. Nie przebiję się ze swymi tematami, dopóki dziennikarze i inni piszący nie wycisną ostatniej kropli tekstu, znaczy się nie zarobią ostatniego grosza na wiadomej wizycie wiadomego polityka zza oceanu.

Rozumiem, że facet przyleciał i odwiedził nasz kraj, bo to jedna z ról polityków. Nasi ważni też latają na koszt podatników, ci ze wschodu tak samo…. Każdy polityk lata, jeździ i mówi. Przez ponad pół wieku swego istnienia przyzwyczaiłam się. Ale na starość zaczęłam się wewnętrznie buntować przeciwko propagandzie związanej z wizytami owych panów w towarzystwie pań ubranych modnie lub niemodnie.

Obecny wrzask w zasadzie nie jest niczym nowym. Kiedyś w taki sam sposób fetowało przywódców ze znanej nam części Europy, z która ostatnio jesteśmy na bakier. Były transparenty, tłumy na ulicach, wiwaty, przemówienia i wspomnienia historii naszego kraju ( w tym ostatnim przypadku zmieniły się fakty). Było malowanie trawy na zielono. Teraz się już nie maluje. Teraz przywozi się ją w belach, rozkłada, a jak się podleje, to nawet rośnie. Najczęściej jednak rozkłada się dywany po to, żeby politycy czuli się jak na oscarowej gali, a ich żony wygodnie stąpały po miękkim.

Kiedyś kobiet podczas takich wizyt nie było. Żony albo siedziały w domu, albo udawano, że ich po prostu nie ma. Dawniejsi przywódcy chronili swe życie prywatne i dane osobowe, mimo braku przepisów na ten temat. Dziennikarze nie musieli o nich pisać i skupiali się głównie na politykach.

Wróćmy jednak do obecnej wizyty. A więc człowiek przyleciał. Przespał się. Pewnie z własną żoną, bo ją sobie przywiózł. Potem spotkał się i za szklaną ognio, kulo i jajkoodporną szybą wygłosił przemówienie. Po czym ponownie wsiadł do samolotu i odleciał.

Ludzie mają nieustanną podnietę. Orgazm za orgazmem. Specjaliści od mowy ciała analizują, specjaliści od mody dyskutują, specjaliści od języków tłumaczą z polskiego na partyjny, różny w zależności od partii, która ich wynajęła. Ważny polityk mówi „dom”, a już w świat leci wiadomość, że popiera program „mieszkanie dla młodych”. Ważny polityk mruga oczami, bo słońce świeci mu w twarz, a już w programach informacyjnych trwa analiza do koga i w jakim celu mrugnął. Jedni twierdzą, że do tych ze wschodu, inny, że do człowieka w pierwszym rzędzie. Ktoś odnajduje porażonego mrugnięciem obywatela. Ten twierdzi, że gest był do niego.

Jeszcze większe zainteresowanie wzbudza żona. Babskie pisma, periodyki, kwartalniki, portale i pojedyncze strony mają używanie. Jak sukienka, od kogo, kto szył, kto produkował tkaninę, w ogóle z czego ta tkanina. Dlaczego taki kolor, a nie inny. Dlaczego kwiatki, a nie motylki. Dlaczego midi, a nie mini? A może ma brzydkie nogi? Dochodzenie. Śledztwo. Poszlaki. Dowody. Zaraz będzie proces.

A potem, kiedy ryk silników cichnie, radocha większa niż najwyższy pułap samolotu. Wspaniale. Cudownie. Fantastycznie. Znaczy się my jesteśmy wspaniali, cudowni, fantastyczni, bo ktoś nareszcie nas odwiedził, bo przyleciał, bo był, bo nie zapomniał o nas, wspaniałych, cudownych, fantastycznych…..bo powiedział dobre słowo, bo dziecko po główce pogłaskał, bo uśmiechał się… Jasne, mógł się nie uśmiechać.

Ów, dosyć, bo zaraz sama wpadnę w wir podniety. Jadę na działkę. Trawę trzeba kosić. Normalną. Chwasty powyrywać. Grilla jakiegoś rozpalić, najeść się, napić się, bo bez pół litra o przywódcach ani rusz.

 

 

Dziennikarstwo i butelka wina

2084_kieliszek-do-wina

foto – internet

Poszłam na plotki do zaprzyjaźnionego małżeństwa. Głowa domu wyciągnęła wino i trzy kieliszki. W porządku. Wino lepsze, zagrychy nie trzeba szykować. Człowiek nie przytyje. Po trzech łykach białego wytrawnego temat rozmowy zszedł na dziennikarzy, telewizje, radia i internety, znaczy się portale internetowe. Tyle tego, że trudno ogarnąć. I z tego powodu trudno wszystkiemu i wszystkim wierzyć. Wspólnie z koleżanką zauważyłyśmy, że większość programów tzw. interwencyjnych to również tzw. przegięcie.

Kiedyś pokazywano szpital w miejscowości X. Pani Y miała problem w jeden z przychodni i zamiast zgłosić go do odpowiedniego organu w administracji szpitala, dała od razu znać do telewizji. Może i miała rację, nie oceniam. Telewizja od razu przyjechała i zaczęła kręcić. Dosłownie i w przenośni. Administracja szpitala obiecała, że zajmie się sprawą, wyjaśni ją  i jeśli wina leży po stronie  ośrodka medycznego – przeprosi i załatwi wszystko pozytywnie. I w tym momencie dziennikarz powinien czuć satysfakcję, że samo pojawienie się kamery, problem rozwiązało. Ale nie. Obecnie taki dziennikarz interwencyjny nadal temat rozwija. Tym razem udało się mu dostać do samego dyrektora. I się zaczęło. Nacierając na dyrektora w jego gabinecie człowiek w asyście kamery rzucał gromadą pytań w stylu: „Czy zna pan sprawę pani Y? Dlaczego nie zna pan sprawy pani Y? Nie?! To co pan tu robi?!”Dyrektor zachowała kamienną twarz, a dziennikarz nadal natarczywie upominał się o odpowiedź na postawione powyżej pytania. Na miejscu szefa szpitala wyrżnęłabym faceta w wiadomą część ciała. W ciągu dnia w podległych szpitalowi przychodniach i oddziałach przewija się ok. 1000 osób…Telepatii w przesyłaniu informacji jeszcze nikt w naszym kraju nie stosuje. Nawet politycy w kampanii przedwyborczej. 

No tak, jak telewizja ma np. trzy kanały, na każdym trzy programy interwencyjne każdego dnia, to skąd brać  w miarę sensowne interwencje, tym bardziej, że konkurencja nie śpi…

Teraz nagle wyskoczył ekstra temat – ubezpieczenia w szkole. Zasypywani jesteśmy wiadomościami jakoby to szkoły i ich dyrekcje oszukiwały biednych rodziców. Oferty firm ubezpieczeniowych są kiepskie, bo oprócz indywidualnych polis, takowe firmy oddają szkołom część składek w formie wspomagania np. remontu sali gimnastycznej czy zakupu nowego telewizora do biblioteki. Jak sięgam pamięcią do czasów swej pracy w szkole, od czasów transformacji gospodarczej zawsze tak było. Jeśli rodzic nie wiedział, to pewnie nie interesował się zagadnieniem lub nie bywał na zebraniach w szkole. Jeśli skleroza mnie nie myli, często podczas spotkań z rodzicami ten temat był poruszany. Mówiąc o składce na ubezpieczenie zawsze dodawałam, że zasady co i za ile są do wglądu w sekretariacie i można się z nimi zapoznać.   

A teraz proszę – nagle afera! Ale refleks! 

odszkodowanie

foto – internet

Jasne, trzeba na czymś zarobić, trzeba program zrobić. Kiedyś współpracowałam z lokalną gazetą i wiem, jak ten mechanizm działa. „Rety, mamy pół kolumny wolne! Siadać i pisać dwa listy do redakcji! Za dwie godziny pismo idzie do druku!”

Ale są i fajne tematy. Taki na dziś – złoty pociąg z Wałbrzycha. Zobaczcie, same pozytywne momenty. Jako wałbrzyszanka cieszę się. Świat dowiaduje się, gdzie jest Wałbrzych. Dobra  lekcja geografii. Dobra lekcja historii. Archeologia – wszak trzeba kopać. Geologia – budowa gór. Dochód – turyści i dziennikarze przyjeżdżają, nocują, zwiedzają, jedzą – wszystko w wałbrzyskich hotelach, restauracjach i na turystycznych trasach. Opowieść – jak z powieści lub sensacyjnego filmu. O, nareszcie dobra interwencja w fajnej, tak po prostu, sprawie.

Mąż koleżanki nie poparł naszego entuzjazmu dla  dziennikarstwa w stylu Indiany Jonesa. Rozlewając resztki wina do kieliszków, stwierdził, że wałbrzyskie złoto to większy spisek…

Rety, jaki?

Jest kilka wersji:

1. „Ktoś komuś” za to zapłacił…na pewno nie Wałbrzych, ale komu zależało na rozdmuchaniu tej sprawy? To się niedługo okaże.

2. „Ktoś” chce otumanić naród złotem, by ten nie szedł na wybory i zapomniał o polityce w czasie przedwyborczym. Choroba…antysystemowi?

3. „Coś” wisi w powietrzu, a pociąg to temat zastępczy. Kiedyś była nim aborcja. Ludzie dyskutowali, dyskutowali, a tymczasem banki podnosiły stopy procentowe, rząd wprowadzał niekorzystne dla przeciętnego obywatela ustawy… A teraz co będzie? To się zobaczy. W każdym razie o tym, kto komu nie podał ręki na Westerplatte telewizje, gazety i portale mówiły dzień, dobra, dwa dni, a historia złotego pociągu z Wałbrzycha póki co nie ma końca. Przypadek? 

kop.

Wałbrzych – dawna kopalnie im. Thoreza, obecnie Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia fot. własne

Wino było dobre.