Sierpień 16

ja

Znajomi zaprosili mnie na oglądanie sportu w telewizji, czyli igrzysk olimpijskich. Zrobili imprezę w stylu strefy kibica. Każda okazja do dobrej zabawy jest dobra. Tym bardziej dla mnie – sportowego kibica. Wzięłam więc zgrzewkę piwa ze sobą i poszłam. Nieźle się zapowiadało. Na balkonie stanął grill – elektryczny oczywiście. Obsługiwał go małolat – ze względu na obecność rodziców – abstynent. Na ścianie zawisł wielki telewizor. Na ławie gromadziły się różne zgrzewki, butelki i puszki.

No i to był nasz błąd. Za dużo tego było.

Kiedy mięsiwo na grillu doszło do stanu spożywania, zasiedliśmy przed telebimem i rozpoczęliśmy sportową ucztę. Wraz z likwidacją kolekcji na ławie, coraz mniejszym zainteresowaniem cieszył się sport. Zwłaszcza, że siatkarzom szło kiepsko. My, Polacy, jak to narodowa tradycja nakazuje, kochamy politykę.

Zaczęły się wspomnienia geriatryczne z czasów minionych. Większość z obecnych rozpoczęła wspomnienia o tym, jak to w latach osiemdziesiątych  walczyła o wolność i demokrację. Ktoś zrywał plakaty, ktoś pyskował milicjantom, ktoś machał biało-czerwoną. Słowem – przy telewizorze spotkali się weterani walk. Sprzeciwiali się, buntowali, walczyli.

Po co? – zapytałam w trakcie pierwszego seta podnosząc …. kieliszek? Butelkę?  Puszkę?

Zaległo milczenie. Jak to – po co?

W jakim celu? Dla jakiej idei? – podałam pytania bliskoznaczne. Żeby Polska rosłą w siłę i ludzie żyli dostatniej? – przypomniałam standardowe hasło epoki Gierka.

Wybuchło oburzenie. Siatkarzom nadal szło kiepsko. No, było dwadzieścia jeden postulatów i o nie walczyliśmy! Fajnie. Co wywalczyliście?

Przedtem rządziła jedna partia, teraz też… Aha, chodziło o wolne związki zawodowe – co obecnie robią? Najwięcej widać je w czasie wyborów. W miarę funkcjonują w przedsiębiorstwach państwowych, których coraz mniej. Obecny wśród nas kolega dyrektor w prywatnej firmie przyznał, że u niego związków nie ma… widocznie u niego dobrze… Nawet strajków nie ma. A do tego pracownicy mają prawo. A niech by tylko spróbowali…

Cenzura? Jest, a jakże! Nawet jak ktoś ma własną telewizję, taki rząd na przykład… wtedy może sobie wprowadzać cenz… sorry, interpretować rzeczywistość według własnych przekonań, poglądów i idei. Małolat poniósł głowę znad grilla i oznajmił, że najgorsza cenzura jest w szkołach. Nic nie można powiedzieć, co jest niezgodne ze zdaniem nauczyciela,  księdza i dyrektora. Na szczęście obecnie jest internet. Tego wynalazku w sierpniu 80 nie przewidziano. Dziś są tacy, co ani z radia, ani z telewizji, ani tym bardziej z prasy nie korzystają. I postulat cenzury, sorry poglądów, ich nie dotyczy.

W sierpniu 80 walczono o zniesienie represji za przekonania. Jasne, dziś każdy może mieć przekonania, jakie chce, a najlepiej takie jak ten, co płaci za pracę. Wtedy pracę się ma. Przy kontrowersjach różnie bywa.

O, teraz to co mi się najbardziej podoba:” Zagwarantować automatyczny wzrost płac do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza”. W tym roku moja emerytura wzrosła o 2, 80 zł. Oczywiście minimalna stawka godzinna też wzrosła, w związku z czym koleżanka, posiadająca kilka prywatnych sklepów, jeden zlikwidowała. I dobrze, problemów ma mniej, a urlop będzie teraz spędzać w Polsce. Gorzej z czwórką jej pracowników.

Kolejny postulat: „Realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportować tylko i wyłącznie nadwyżki” – dziś rozbawia… No to pod ten eksport! Kieliszeczek! Buteleczka. Pal licho siatkarzy, przegrali kolejnego seta…

„Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 50 lat, a dla mężczyzn do lat 55 lub zaliczyć przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn bez względu na wiek” … jak te czasy się zmieniły… dziś prezydent walczy o 60 i 65. Może poczuć się jak ci z sierpnia 80.

No dobrze, nie wspomnę zatem o poprawie warunków pracy służby zdrowia, zrównaniu rent i emerytur, zapewnieniu miejsc w żłobkach (co to jest żłobek? – zapytał małolat obsługujący grilla) i przedszkolach. Urlop macierzyński mamy – zatem sukces. Czas oczekiwania na mieszkania też został skrócony. Kto ma forsę i zdolność kredytową, ma mieszkanie.  Wolne soboty też są, a teraz walczymy o wolne niedziele. Ani słowa w postulatach o walce z bezrobociem.

„Dlaczego?” – odezwał się znowu małolat. Cóż, moje nastoletnie dziecko, wtedy bezrobocia nie było… Jak ktoś chciał pracować, to pracował. Kiedy po maturze nie dostałam się na studia, wiejskie szkółki otwierały przede mną swoje podwoje… bo dzieci było dużo, bo szkół też było dużo, a nauczycieli brakowało…

Siatkarze przegrali. Smutno się zrobiło.     

 

Nadeszły igrzyska

ja na meczu

Od trzech dni świat wygląda jakby inaczej. Włączam internet. Rety, a co to na pierwszych stronach moich portali? Gdzie podziali się kochani politycy? Gdzie afery? Gdzie wzajemne obszczekiwanie? Gdzie grzebanie w życiorysach w celu znalezienia haka na tego czy tamtego? Niby są, ale tak jakby się wszystko zmniejszyło… Na niektórych samochodach małe chorągiewki. W sąsiednim bloku nawet flaga powiewa. Taka trochę stara, z nazwą piwa. Pytam się sąsiada, czy to z okazji wiadomej miesięcznicy. Puka się w czoło.

Przychodzi do mnie facet. Prosi o poparcie, bo kandyduje do Rady Nadzorczej naszej spółdzielni. Podpisuję. Niech ma. Uśmiecha się zadowolony. „Ogląda pani?”. Oczywiście, że oglądam. Nie musimy mówić, co oglądamy. Na ulicy wiele różnych rozmów. Ale jakieś inne. Młodzież wymienia nazwiska, nazwy państw. Okazuje się, że małolaty znają geografię. Reklamy w telewizji też inne. Takie weselsze.

Oczywiście wszystko to za sprawą Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej. Jestem kibicem sportowym. Kocham przede wszystkim koszykówkę, ale innymi dyscyplinami sportowymi nie gardzę. Z radością daje się ponieść euforii sportowej z okazji różnych ważnych imprez. Jednym słowem lubię igrzyska. Im większe tym lepsze, bo dziennikarze mają czym się zająć. Odpuszczają sobie wówczas politykę lub szukanie na siłę afer społeczno – obyczajowych. Wiedzą, że lud częściej będzie szukał wiadomości z boisk niż informacji o mamach, które piją za 500+.

Z czasów, kiedy sama byłam dziennikarzem, pamiętam niedzielne kłótnie w redakcji. Dział sportowy zawsze miał za dużo materiału na jedną stronę. Walczyliśmy o dodatkowe kolumny.

Sięgając jeszcze dalej wstecz… Moja rodzina zaczynała czytanie gazet zawsze od ostatniej strony – tam były wiadomości sportowe. Niedziele wyglądały zawsze tak samo – idziemy na mecz. Kiedy w 1969 roku Górnik Zabrze walczył z AS Romą, w moim domu, przy 14-calowym telewizorze, siedziała grupa kumpli taty. Do dziś pamiętam słynne słowa komentatora Janka Ciszewskiego „Sprawiedliwości stało się zadość” wypowiedziane w niezwykłych okolicznościach…. Po rzucie monetą…Obejrzyjcie igrzyska mojego dzieciństwa….  

Tak, wtedy ulice wyludniały się, większość Polaków siadała przed telewizorami i nic poza piłką nie istniało. A przecież była to straszna komuna, w której żyli zniewoleni ludzie…. A mnie nawet teraz, oglądając ten fragment, łza się w oku kręci. Wspaniałe mecze, wielkie emocje i cudowny bieg po boisku polskich piłkarzy z biało-czerwoną flagą…

Świat wówczas też wyglądał inaczej. Zupełnie tak samo, kiedy w 1988 roku moi ukochani koszykarze Górnika Wałbrzych zdobyli tytuł Mistrza Polski …


http://www.rok1988.gornik.walbrzych.pl/

I uwierzcie, w tamtym roku miałam na głowie masę trudnych spraw, masę kłopotów, z którymi w pewnym momencie nie chciałam już walczyć. Sportowy sukces moich sportowców dodał mi wiary i siły. Pozwolił spojrzeć na wszystko spokojniej. I wygrać. W życiu. 

„Chleba i igrzysk” krzyknął kiedyś rzymski poeta Juwenalis. Oto rzymskie pospólstwo domagało się pożywienia i rozrywek. Organizowano więc nie tylko zabójcze walki gladiatorów. Były też publiczne uczty dla tysięcy osób, rozdawano chleb, zboże… Bo igrzyska – czytaj zabawa – są ludziom potrzebne. Może i nie rozwiązują problemów, ale pozwalają od nich na moment odpocząć, dodają sił, by je właśnie rozwiązać. Niech zatem igrzyska trwają!

Dla wielu osób, zwłaszcza młodych, międzynarodowe sportowe zmagania, w których bierze udział reprezentacja Polski, to coś więcej niż igrzyska. To ważny akcent patriotyzmu. Dziś moi młodzi kibice przywitali dzień na wiadomym portalu tym oto utworem:



Ale… jak to u mnie bywa… to temat na osobny felieton…

 

NBA, Magic Johnson i kasety video

earvin-magic-johnson_pictures4_us_1-778x1024

 

foto internet

Choroba niczego i nikogo nie wybiera. Atakuje i powala. W poniedziałek w samo południe czułam, że coś się do mnie dobiera. Wieczorem byłam tego pewna. We wtorek z rana ledwo zawołałam psa. Katar opanował mój nos. A znając swój organizm od ponad pół wieku, wiedziałam, że opanuje on także moją krtań. Iść do lekarza? Po co? I tak nie przyjmie mnie w pierwszej kolejności, trzeba będzie swoje odstać, a może jeszcze prosić, by w ogóle przyjął… A jak przyjmie to przepisze antybiotyk. Oczywiście za dwa dni będę zdrowa, pozornie oczywiście, bo anty rozwali mi wątrobę, żołądek i uodporni na inne anty. W sumie emeryt ze mnie, mam czas i mogę sobie pochorować. Obejrzałam stan apteczki. Lekomaniakiem nie jestem, zatem dostrzegłam w niej braki. Na klawiaturze wystukałam receptę i wysłałam do syna, żeby wykupił. Czosnek i cytrynę też.

Po południu nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. W domu zaległa cisza. Mogłam rozpocząć chorowanie.

Wzięłam do ręki książkę. Nic z tego. A więc…. A może… tak dawno nie włączałam…

Na półce starannie odkurzane stoją moje kasety video. Nie jakieś tam kupione z jakimiś pornolami. Własnoręcznie nagrane. Filmy, które lubię i mecze koszykówki… bo ja kibol od koszykówki jestem…

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam „domowy” magnetowid, wiedziałam od razu, że muszę go mieć. Nie byle jaki odtwarzacz, bardzo popularny wówczas w naszych domach, ale prawdziwe video. Takie co to nagrywa, zwalnia, przyspiesza. Podobnie było z anteną satelitarną. Kupiłam polską marki „Diora”. Mogłam oglądać i nagrywać mecze amerykańskiej ligi koszykówki, po prostu NBA.

Img

 

foto internet

Pierwszy nagrany przeze mnie mecz okazał się wyjątkowo historyczny. To finał turnieju „McDonald’s Open  w Paryżu w 1991 roku… Zatem włączamy historyczną kasetę video na moim drugim w życiu, liczącym sobie blisko piętnaście lat, magnetowidzie…

Mecz transmitował „Eurosport”, dopiero po kilku tygodnach godzinny skrót pokazała polska telewizja. Mam nagrane obie „wersje”. Na boisku spotkały się zespoły Los Angeles Lakers i Juventut Badalona. Na parkiecie polski akcent – sędzia Wiesław Zych ( do dziś komisarz polskiej ligi).

Łza w oku się kręci… To nic, że kaseta trzeszczy, winyle też wydają swoje pomruki… na boisku dobra stara koszykówka, taka jaką lubię, efektowne akcje, wsady, dużo punktów…no dobrze, wiem, że obrona kiepska, ale skoro gra ma polegać na wrzucaniu piłki do kosza, to trzeba ją wrzucać!

W drużynie z Los Angeles najjaśniej błyszczy gwiazda Magica Johnsona. I właśnie ze względu na niego ten mecz ma historyczną wartość. Tego samego miesiąca słynny koszykarz ogłosił, że jest nosicielem wirusa HIV … Co takie oświadczenie oznaczało dwadzieścia pięć lat, wiedzą tylko ci, co wtedy żyli. Nosicielstwo było utożsamiane z zachorowaniem na AIDS. Słychać to wyraźnie w polskim komentarzu do meczu. Dostojny głos Włodzimierza Szaranowicza informuje o chorobie, podczas meczów NBA wszyscy modlą się o zdrowie dla Magica, bo mecz w Paryżu był ostatnim meczem w jego życiu… Słowem – prawie wówczas faceta pochowano.

Tymczasem Johnson na parkiet powrócił. Zagrał na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. Żyje do dziś. Ale to, co uczynił swoim przyznaniem do zarażenia się wirusem, było w 1991 roku prawdziwą rewolucją. Otworzyło drogę do dyskusji społecznych na temat AIDS. Dziś ludzie wiedzą zdecydowanie więcej na temat wirusa, choroby, medycyna też poszła do przodu. Od tamtych lat mieliśmy inne choroby, które zawładnęły na jakiś czas naszą świadomością.

Na kolejnej kasecie Magic gra właśnie na igrzyskach. Ludzie witają go owacjami. Jest bohaterem. Przyznał się do czegoś, co uznawano za dżumę swych czasów. Amerykański zespół, zwany „Dream Team’em”, w finale pokonuje Chorwację

Co jeszcze jest na starych kasetach? Mecze polskich koszykarzy w Wałbrzychu, Białymstoku, taki mecz Północ – Południe też mam. O, i siebie mam! Właśnie udzielam wywiadu osiedlowej telewizji. Na temat szkolnego sportu mówię w bluzie z logo „Lecha”… piwa. Nikt wówczas nie zwracał uwagi na takie drobiazgi.

I tak przez kilka dni, w milczeniu spowodowanym zapaleniem krtani, pomiędzy inhalacjami i ssaniem tabletek, przeniosłam się w przeszłość…Warto czasami pochorować…