Noclegi w noclegowniach

icon_46

Podróżuję trochę po Polsce. Jestem tu i tam. Wszystko zależy od zasobu wyjątkowo cienkiego portfela. Oczywiście zwiedzam kraj z noclegiem, gdyż jednodniowe wypady na tereny ponad 300 km od miejsca stałego pobytu  nie wchodzą w rachubę. Dziś zatem będzie trochę o noclegach. Konkretnych sum nie podaję, konkretnych miejsc, tych gorszych – z nazwy nie wymienię.  Niestety, podróżuję sama i wynajęcie noclegu zawsze kosztuje mnie znacznie drożej, bo w pokoju z reguły dwuosobowym jestem sama. No to do roboty!

1. Uzdrowisko w okolicach dużego miasta – tzw. kwatera pracownicza, cena bardzo niska. W pokoju ok. 18 metrów kw. telewizor starej daty i uciekające programy telewizji naziemnej. Żarówka na środku – 40 wat. Pytam, czy mają jakieś lampki nocne, bo chciałabym trochę poczytać.  Pan patrzy na mnie spode łba i mruczy, że nie ma. Kupuje własną. Może przyda się w domu.  Zamiast umywalki – natrysk. W pakiecie oprócz kąpieli jest sauna w pokoju. O szóstej rano budzą mnie panowie wyruszający do pracy. Szykują sobie śniadanie, omawiają plan zajęć. Słyszę wszystko. Drzwi  mają wzdłuż i wrzesz szpary. Po ich wyjściu mogę wreszcie skorzystać z toalety, bo jest na korytarzu tylko jedna. Druga na parterze. Spędziłam tu dwa tygodnie. Jak widać, przeżyłam. .

2. Nocleg kolejny – Fundusz Wczasów Pracowniczych i Dom Wczasowy w stylu „wczesny Gomułka z elementami późnego” – znaczy się częściowo z łazienką w pokoju. Ja mieszkam taniej, czyli bez łazienki.  Wyposażenie – wczesny Gierek. Zamiast prysznica – umywalka. Na korytarzu toalety dwie, prysznic jeden, ale ludzi niewiele. Do tego stare grube mury tłumią hałas. Wracam w nocy w stanie wskazującym. Otwiera pan Henio. Idę na piętro. Pan Henio czeka, aż usłyszy, że weszłam do pokoju. W ogóle ludzie sympatyczni, gotowi mi nieba przychylić. Zaprzyjaźniam się z nimi i przyjeżdżam przez kilka lat. Pal licho kiepskie warunki, klimat się liczy! Niestety, dom i fundusz bankrutują.

magnolia

 

Szczawno Zdrój

3. Lokal – pełny komfort. Tak ciepło w pokoju, że zimą okno otwieram. Duża łazienka, przedpokój, lodówka i cienki telewizor. Przy meldowaniu człowiek otrzymuje kartę i ta włączana jest na czas pobytu zgodnie z dobą hotelową. Otrzymuje się również klucze do drzwi wejściowych. Nikt obiektu nie pilnuje, wolność i swoboda. Cena – dwa razy tyle co w pierwszej kwaterze. Obiekt przeznaczony na „sanatorium komercyjne”, czyli dla takich, co to prywatnie leczyć się przyjeżdżają. Ja akurat miałam trochę grosza i po raz pierwszy od dawnego czasu poczułam się bogato. Niestety, na stołowanie się w porządnych stołówkach już forsy zabrakło, trzeba jeść inaczej, a tu żadnej kuchni nie ma, w przeciwieństwie do kwatery pracowniczej.

dąbrówka

Szczawno Zdrój

4. Internat – miejscowość do 150 tys. Szok. Cena – jak w kwaterze pracowniczej, a warunki prawie jak w apartamencie. Przedpokój, osobno łazienka i ubikacja, lodówka, można korzystać z kuchni wraz z uczniami, no telewizja też tylko w świetlicy, ale jaka! Pełna kablówka i chyba ze sto  cali! Internatowi wychowawcy są niewyczerpalnym źródłem informacji o swoim mieście. Wskazują drogę, numery autobusów, opowiadają historię. Do tego pełne bezpieczeństwo. Małolatów trzeba przecież pilnować. Okna od ruchliwej ulicy, ale wszystko szczelne i niczego nie słychać. Ciekawostka – o wpół do siódmej i wpół do dziesiątej dzwonek: informacja o pobudce i ciszy nocnej. Da się przeżyć.

5. Miasteczko z ważnym zabytkiem – kwatera prywatna. Pokój taki sobie, cena też taka sobie. Jedynie parter ciekawy – praktycznie muzeum. Właściciel wydaje się w porządku. Przez pierwsze dwa dni. Trzeciego, dowiadując się, że przyjechałam tutaj z kibicami (nocującymi gdzie indziej) głośno daje do zrozumienia, że takich jak ja i oni to on by powystrzelał. Groźba robi się realna. Dowiaduję się, że pan to emerytowany żołnierz. Na szczęście trzeciego dnia wyjeżdżam. Wiem już, gdzie nie kwaterować.

6. Pełen komfort – prywatna kwatera nad morzem po sezonie, czyli w drugiej połowie września. Do morza – 100 metrów. Centralne ogrzewanie, łazienka, lodówka, aneks kuchenny w korytarzu z oknem. W drugiej części budynku restauracja z wielkim telewizorem. Można w kapciach zejść na wódkę i mecz. Mieszkańcom części mieszkaniowej knajpa nie przeszkadza. Jest po prostu cicho.

ustka

 

Ustka

7. Hotel dwugwiazdkowy w dużym mieście. Pokój niczym nie różni się od prywatnej kwatery nad morzem po sezonie. Puka  do mnie pani i informuje, że doba hotelowa kończy się o 12.00. Odpowiedziałam przez zamknięte drzwi, iż nie uprzedzono mnie o robotach remontowo-budowlanych odbywających się o siódmej rano. Teraz się uspokoiło, muszę zatem odespać przerwany sen. Autobus do domu mam za trzy godziny. A do tego na powietrzu dziś 34 stopnie powyżej zera!  Nie dam się spacyfikować!       

Kwatera główna

Nie wiem, dlaczego większość ludzi myśli, że jeśli wyjeżdża się poza miejsce stałego pobytu i ma się tam rodzinę lub znajomych, to kwateruje się u nich. Jest to podstawowy błąd, gdyż mieszkając przez dwa tygodnie u rodzinki lub najlepszej koleżanki, ryzykuje się wypisaniem z familii i utratą przyjaciela. Taka ciocia musi dostosować swój rozkład dnia do nas, my musimy dostosować się do niej. Powroty o różnej porze dnia i nocy są niemile widziane, leżenie w dzień na wersalce też do dobrego taktu nie należy. O leczeniu kaca już nie wspomnę. Pozostaje zatem najlepsze wyjście – wynajęcie kwatery głównej, skąd będą odbywały się wyprawy do cioci na obiad, do koleżanki na drinka i wujka na piwo. 

Czynię tak od dwunastu lat na rodzinnej Ziemi Wałbrzyskiej. Odkąd jednak zamknięto moje stałe miejsce zakwaterowania, uznając je za nierentowne, mam problemy ze znalezieniem innego. Hotele oczywiście odpadają, bo na emeryturze człeka nie stać na pokój  w takowym przybytku.

W ubiegłym roku zamieszkałam w pensjonacie wraz z pracownikami na delegacji. O ile pracownicy byli w porządku, to personel mnie traktował akurat odwrotnie. Miałam zarezerwowany pokój z łazienką. Po przyjeździe próbowano mnie wcisnąć w taki bez łazienki, bo to niby tamten się nie zwolnił. Nie dałam się nabrać. Łazienkę po paru nieco ostrzejszych słowach dostałam. Ale gdy poprosiłam o lampkę nocną lub przynajmniej o żarówkę większą niż ta 40 watowa na pokój ok.18 m kwadratowych, bo chciałabym od czasu do czasu wieczorem jakąś książkę przeczytać,  takowej nie dostałam (nie uznają czytanie, czy co?). Budzono mnie natomiast na równi z pracownikami, zapominając, że ja na urlopie, a nie w robocie. Do tego pensjonatu postanowiłam nie wracać.

Wybrałam kilka innych adresów. Najpierw sprawdziłam na planie miasta i steet view, jaka okolica. Najtańsze kwatery znajdowały się hen, hen daleko od uczęszczanych szlaków, gdzie dojechać samochodem oczywiście można, ale pieszo po zmroku niebezpiecznie. Niektórych nawet na street nie było. Jestem dzieckiem, no przesada, ciocią internetu i skoro kamera google tam nie dotarła, to jak ja dotrę? Zatem inne. Szukamy dalej.

Dzwonię do pierwszego na liście pensjonatu widocznego w internecie.

- Pokój z łazienką na dwa tygodnie dla jednej osoby poproszę.

- Pani kochana, ja nie wiem, jakie ja będę miała wolne pokoje za miesiąc, zadzwoni pani przed przyjazdem, to powiem, czy są wolne czy nie.

- A jak nie będą wolne?

- To nie wynajmę.

I gdzie ja wtedy zamieszkam?

Drugi pensjonat.

- Dobrze, to na jak długo te dwie osoby?

- Mówiłam o jednej…

- O to nie, dla jednej to może być pokój bez łazienki, ale łazienka jest na korytarzu.

- Na ile osób?

- A tak na siedem…

Odpada. Lubię się myć i często przebywam w toalecie. Wiek taki.

Trzecie miejsce – znajomi dali mi cynk – reklama na połowę budynku „Tanie noclegi za 20 zł!”

- Nie, proszę pani, pojedynczym osobom nie wynajmujemy, tylko firmy lub wycieczki.

I tak jeszcze kilka telefonów. Albo miejsc nie ma, albo cena nie do negocjacji, albo single niemile widziani. W pensjonatach są z reguły pokoje dwuosobowe, a jeśli taka emerytka jednoosobowa zajmie pokój, to co będzie, jak zjawi się małżeństwo emerytów? Lepiej niech pokój czeka na parę pół roku niż miałby w nim zamieszkać przez dwa tygodnie pojedynczy człowiek. 

Pozostało okoliczne uzdrowisko. Tu zawsze się coś znajdzie, chociaż cena nie będzie najniższa. Ale co tam, żyje się raz! Zarezerwowałam pokój w jednym z sanatoriów. Była promocja, bo budynek przed remontem, ale nie kapitalnym i wszystko w nim grało. Sympatyczna pani od sprzątania, cała telewizja naziemna, łazienka duża i tylko dla mnie, choć pokój dwuosobowy. Dostałam dwa klucze, od drzwi wejściowych i od pokoju. Przez dwa tygodnie zastanawiałam się czy w sanatoriach obowiązuje jeszcze o 22.00 godzina policyjna… w moim sanatorium drzwi wejściowych nikt nie pilnował…. Nawet na noc mogłam kogoś przygruchać i nikt by pewnie nie zauważył. Ale chętnego nie było.

dąbrówka

Po paru spotkaniach ze znajomymi ustaliliśmy plan na następny rok. Daję ogłoszenie na facebooku, że szukam wolnego mieszkania na dwa tygodnie. Znajomi będę pytać znajomych, ci z kolei swoich kuzynów i pociotaków, powinno coś się znaleźć. Ceny na pewno będą konkurencyjne.